| |
|
| |
Poza numerem 2 |
  |
  |
|

Drogi ALLANIE EDGARZE POE, piszę do Ciebie, choć nigdy wcześniej się nie spotkaliśmy. Mam na imię Marlen. Nie, nie jestem jedną z burdelowych dziewczynek. Nie piję tyle co Ty. Twoje życie i śmierć pozostaną tajemnicze, tak jak snute przez Ciebie opowieści. I choć krążą legendy o twoim odejściu, chcę się przenieść do Baltimore Twoich czasów, by rozwiać tę tajemnicę. |
|
Z okazji 157 rocznicy śmierci E.A.Poe - wielkiego pisarza, szafarza grozy - Marlena Lehr karmi ludzką ciekawość i głód sensacji ponurymi opowieściami o okolicznościach śmierci mistrza.
|
| |
|
|
| |
|
| |
|
Rok 1849. Baltimore.
Otacza mnie hałas, budynki z czerwonej cegły - szarość i mgła. Nad zatoką ogromne klipery zwożą kawę i cukier z Ameryki Południowej i z wysp Zachodnich Indii. Beczki pełne ostryg i mąki jeżdżą stąd nieprzerwanie pociągami do Filadelfii i Waszyngtonu, odkąd 2 lata temu Baltimore połączono nitką kolei żelaznej z Chicago.
Zamieszkałam na Market Street. Stąd miałam przedni widok na ulicę. Mogłam do woli obserwować szykowne, lśniące karawany ciągnące przez wybrukowane ulice w mozolnym marszu z rzeką ludzi i stadkami świń. |
| |
Ale moim celem jest uliczka Amity nr 3. Tam w 1830 roku został wybudowany mały domek - 5-cio pokojowa wiktoriańska puderniczka o szkieletowej konstrukcji. Na parterze salonik z kuchnią, na piętrze dwie sypialnie i jeszcze na strychu dodatkowa sypialnia. Tutaj 23-letni Poe miał swój pokój. Odwiedzam dom i wspinam się wąskimi schodami na samą górę. W domu znajdują się aż trzy kominki. O! Widzę teleskop Poego. No tak, ale dziś jest 7 października, 1849. Poego nie ma w domu.
Przebywa w Washington College Hospital. Został tu przywieziony 3 października. |
| |
|
| |
| W deszczowy dzień, dr. J. E. Snodgrass'a dostał list, w którym zawiadomiono go, iż widziano Poego w Ryan's 4th Ward Polls. Miejsce to było tawerną znaną również jako Gunner's Hall. Doktor udał się tam wraz z wujem Poego, Henrym Herringiem. |
| |
Wchodzę z nimi. Jest! Siedzi przy barze. Głowę ma opuszczoną. Jest kompletnie pijany.
Doktor zamawia dla niego pokój na górze. Ale nie, Henry mówi, że lepszy będzie dla niego szpital:
- Spójrz w jakim on jest stanie! - mówi załamany. A ja się z nim zgadzam.
Doktor później zastanawiał się, dlaczego u diaska Henry nie zaproponował lepszego miejsca. Mógł go też wziąć do domu, ale tego nie zrobił.
Czekając na pojazd ze szpitala mogłam się uważniej przyjrzeć Poe'mu. Matko anielska! Jak on wyglądał. Twarz wymizerowana, nieumyta, poobijana i nalana. Włosy w nieładzie. Całość prezentowała się rozpaczliwie. Powóz przyjechał. Poego ciężko było przetransportować z barowego krzesła do kolaski. Trochę się natrudziliśmy, ale w końcu się udało. Dojechaliśmy do szpitala. Nie jest prawdą, że Poe umarł zaraz parę godzin po przyjeździe. Żył jeszcze około tygodnia.
Zmarł w poniedziałek, 7 października. |
| |
Idę na jego pogrzeb. Nie mogę uwierzyć! To tak Baltimore żegna swego pisarza, krytyka literackiego, poetę? Wiecie ile osób jest na pogrzebie? Zaraz, niech policzę. Neilson Poe, to jego brat, zresztą trochę do niego podobny, ale z wyglądu bardziej cwaniaczkowaty. Neilson jest prawnikiem, pomaga różnym rzezimieszkom uniknąć kary więzienia. Jest i Henry Herring. Do licha, gdzie jest reszta rodziny. Ksiądz, który przygotował mowę pożegnalną, stwierdził, że jest za mało osób, więc jej w sumie nie przeczytał. Powiedział tylko:
- Niech spoczywa w pokoju. |
| |
Czy oni powariowali? To wszystko, co mają do powiedzenia? Nie, nie mogę w to uwierzyć. Poe, mon Ami, nie zasłużyłeś na takie pożegnanie. A najbardziej wnerwiły mnie te pismaki. Żadna gazeta nie napisała prawdy i nie oddała zasłużonego hołdu. Wypisywali, że byłeś pijakiem, że wiodłeś nieprawe życie. Sensacja, sensacja, wszędzie te podłe szczury szukają sensacji.
Stoję na rogu ulicy Fayette i Greene, patrzę na ten mały cmentarzyk i gnębi mnie pytanie. Co się u licha stało? W jakich okolicznościach i dlaczego Poe umarł? Później doszły mnie słuchy, że Poe chwilę przed tym okropnym wypadkiem pijaństwa w barze zapisał się w Richmond do towarzystwa trzeźwości. Co więcej oświadczył się swojej dawnej miłości Elmirze Shelton - bogatej wdowie. A nie wiem, czy wam już opowiadałam, że marzeniem Poego było wydawać swoje własne pismo "Stylus". Szukał pieniędzy na to przedsięwzięcie wszędzie. Nie chcę mówić, że Poe był interesowny w tym oświadczeniu się Elmirze. Ona naprawdę była jego dawną miłością, zanim poślubił Sissy, zmarłą parę lat temu. |
| |
Poe jeszcze jako początkujący literat starał się o rękę Elmiry. Ale jej ojciec już zadbał o to, by nie trafił do niej żadenz listów, które Poe do niej słał niezmordowanie.
Matko, tak mówię ciągle: Poe, Poe. Przecież on miał swoje imię. Celowo nie używam nazwisko jego ojczyma - Allen. Przez niego Edgar wiele wycierpiał. Lepiej o nim zapomnijmy. John Allan nie zasłużył niczym, by pamięć o nim przetrwała.
Zresztą wiem, jestem nawet tego pewna, że Edgar był już zaręczony z Elmirą. Czy wiecie jakiego szoku dostał, gdy okazało się, że wkrótce zaręczyła się z kimś innym? Dowiedział się tego przypadkowo, gdy poszedł na przyjęcie do jej domu. Rany, ale on cierpiał. I teraz, gdy spotkali się w 1849 Poe nie przepuścił okazji, by poprosić ją o rękę ponownie. W końcu była już wdową, a on wdowcem. I, przy okazji, ta pokaźna sakiewka. Wreszcie mógłby zrealizować swoje marzenie! |
| |
| Zatem już wiecie, skąd moje zdziwienie, gdy zobaczyłam go w barze pijanego, kilka tygodni po tym, jak oświadczył się Elmirze. Nie. On tego nie zrobił dobrowolnie. Mam taka teorię, jak to mogło być. Ale najgorsze jest to, że nie mam żadnych dowodów. |
| |
Zapewne wiecie, że utalentowani ludzie często mają wrogów. Otóż Poe miał ich zarówno w prasie, jak i wśród pośledniejszych mieszkańców Baltimore. Tak - wiem, że cześć czytelników bałwochwalczo go uwielbiała, ale znaczna część była mu nieprzychylna. Jego opowiadania nasycone bez umiaru dawkowaną grozą i strachem nijak nie pasowały do konserwatywnych mieszczan i nuworyszy. Nieraz słyszałam, kiedy przechadzałam się pod domami z czerwonych cegieł:
- Ten Poe to pijak i opiumista, co prawda nie czytałam jego opowiadań, ale nie wygląda mi na zacnego człowieka - ciskała gromy pewna kumoszka, panna Blast. |
| |
| Pff, to nieprawda, że Poe był opiumistą. Trochę popijał, to fakt - ale życie nie umknęło mu w nieprzerwanym pijackim amoku. Po prostu przychodziły takie momenty, na przykład wtedy, gdy umarła Virginia - kuzynka, którą poślubił, gdy ta miała 13 lat. Trochę młoda, ale Edgar bał się, że później mu się nie uda. Wolał sobie zaklepać ją wcześniej. Virginia, nazywana przez rodzinę Sissy, była słabego zdrowia. Miała chore płuca. Gdy umarła, Edgar zaczął pić. Wpadł w depresję. Ale kto pozostaje niewzruszony w takich momentach... |
| |
| Ale się rozgadałam. Wracam do wątku głównego. Powtarzam: nie wierzę, że Poe sam się upił, akurat wtedy, gdy szczęście, i to podwójne, było tuż, tuż na wyciągnięcie ręki. Zobaczcie, odzyskał swoją dawną miłość i jeszcze mógł wreszcie wystartować ze "Stylusem" i co? I nagle idzie do baru, by się upodlić? Wiecie, że ten elegancki mężczyzna, który zawsze dobierał starannie stroje, miał na sobie, w chwili, gdy go znaleźliśmy z dr Snodgrass'em i Herringiem wtedy w tawernie, ubranie o dwa numery za duże i jakiś słomiany, obciachowy kapelusz. Ręczę za Edgara. Edgar, nigdy, powtarzam nigdy by czegoś takiego dobrowolnie na głowę nie włożył. Powstaje więc pytanie: kto? Kto doprowadził go do takiego stanu? |
| |
Pamiętacie, mówiłam o wrogach. Sytuacja miała taki obrót. W październiku 1849 roku w Baltimore trwały wybory. Myślicie, że tylko w waszych czasach dochodzi do wyborczych machlojek? Teraz stawia się wódkę wyborcom, żeby "zachęcić" ich do głosowania. Było podobnie. Oczywiście Poe nie poleciałby na taki tani chwyt. W Baltimore źli faceci, którzy startowali w wyborach byli skumani z gangami. A te miały swoje sposoby na wyborców. Robili to tak: brali delikwenta, poili go alkoholem, dawali mu posmakować pięści i wysyłali do lokalu wyborczego. Pewnie nie wspomniałam, że tawerna, w której znaleziono Edgara była - właśnie w tym czasie - zamieniona na lokal wyborczy! Edgar nosił widoczne ślady pobicia. Pewnie stawiał opór - dobrowolnie nie dałby się tak beznadziejnie wykorzystać. Widzę go jak zapiera się:
- Nigdzie nie pójdę. Chyba żartujecie - mówi spokojnym głosem.
- Nie pójdziesz? No bratku, zobaczymy. Johnny daj mu małego kuksańca na zachętę - zarechotał gruby obleśny facet, którego nazywali "Grubym Alim".
Poe dostał serię ciosów w brzuch. Potem wlali mu na siłę alkohol.
- No, a teraz zmykaj grzecznie do lokalu. I wiesz, na kogo głosować - powiedział Johnny i kopnął Edgara popychając go w kierunku tawerny. |
| |
| Poe poszedł, zagłosował na kogoś innego niż tamci chcieli. Znam go. Zrobił im na złość. Ale mieli wtykę i w komisji. Gdy wyszedł z lokalu już na niego czekali. Zabrali go w wąską i ciemną uliczkę. Znowu dostał. Kazali mu się przebrać w inne ubranie i iść jeszcze raz. Znowu wlali w niego alkohol. |
| |
Poe chodził do lokalu kilka razy, coraz bardziej pijany, w coraz to innym stroju. To był ich "sposób". Tak działały gangi. Ostatnim razem założyli mu garnitur o dwa numery za duży i żeby było śmieszniej dali mu niegustowny słomkowy kapelusz, który pasował do Poego jak kwiatek do kożucha.
- Te Johnny patrz, jaki ten ptaszek ma ładny garniturek. Zwinąłbym go dla siebie, ale nie ten rozmiar - znowu zarechotał "Gruby Ali".
- Ha, ha, ha. A patrz jak teraz wygląda w tym marnym kapelusiku. Strój tego bezdomnego pasuje na niego jak ulał. Oj tam, dwa numery za duże? Nic nie szkodzi. Prawda panie Poe - śmiał się Johnny. W końcu go zostawili. Rzucili parę dolarów i powiedzieli:
- No to teraz może iść pan do tawerny i się nieco napić - ryknęli na odchodne. |
| |
Poe załamany usiadł na stołku przy barze. Wtedy ktoś go zobaczył i zawiadomił dr Snodgrass'a i Herringa. Resztę już znacie. Był obity, upojony alkoholem, jego dusza gorała. Poniżony, na skraju wytrzymałości. Po kilku dniach zmarł. Podobno przez kilka dni wymawiał jedno nazwisko: Reynolds. Ja myślę, że to jeden z jego prześladowców. To jeden z jego oprawców. Poe chciał wszystkim wyjawić co się stało. Nie miał siły mówić. Wiedział, że niedługo umrze. Chciał zawiadomić rodzinę. Wpadał w chorobliwe podniecenie. To go męczyło. W końcu umarł.
W politykę, jak zwykle to bywa, zamieszani są animatorzy tego świata. Wszędzie mają swoich wasali i mogą załatwić wszystko.
Jak myślicie: dlaczego ciało Poego zostało od razu po śmierci spalone? Dlaczego pochowano go natychmiast, w grobie bez żadnego nagrobka? Umarł w jakimś nędznym szpitalu, bez należnego pochówku. Coś tu śmierdzi prawda? Może ktoś z "góry" wydał polecenie w szpitalu, by to wszystko tak szybko się odbyło? By nie było rozgłosu. Kto wie? Może Poemu pomogli w śmierci? Może lepiej, żeby nie odzyskiwał rozumu i zdrowia. Wtedy mógłby zacząć mówić. I wtedy. kto wie, co by powiedział. A tak? Zabrał tajemnice ze sobą do grobu.
Nie twierdzę, że ta wersja jest prawdziwa. Ale konsekwentna w szaleństwie i imaginacyjnej rozrzutności, jaką serwował nam Poe. Tajemniczych splotów wydarzeń towarzyszących jego śmierci nie rozsupłamy nigdy.
7 października uczcijmy jego pamięć łącząc się w niespokojnej lekturze jego poematów, opowiadań. Edgarze, ufamy, że byłeś dobrym człowiekiem, nawet jeśli czasami błądziłeś. To, co stworzyłeś, zostało z nami na zawsze.
Warszawa, 7 października 2006 |
| |
|
| |
|
| |
 |
Tekst: Marlena Lehr - lubi odkrywać wszystkie twarze kobiety: seksowną, feministyczną, humorzastą, konfidentalną i zawstydzoną, ale w gruncie rzeczy jest bardzo poważną i skrytą osobą, która nigdy nikomu nie zdradza co knuje i kombinuje. Jest amatorką kwaśnych jabłek. Płynie na fali samsary, o czym czasami zapomina i co musi sobie od czasu do czasu przypominać. Celem jej jest bycie tu i teraz, czyli w sumie brak celu, ale się tym nie przejmuje. Inspiruje ją to, co ją podnieca, czyli parę rzeczy. Wie, że tak naprawdę nie istnieje, jak i istnieje. Jest zaprzeczeniem siebie, jak i potwierdzeniem. Ale ogólnie to jej i tak nie ma, nawet jak jest. No, taka Marlena Lehr.
P.S. Strasznie cieszy się, że jest kobietą, bo może być wtedy podniecająca, jak jej się chce oczywiście. |
|
|
|
|
|