|
W ramach dokultornienia i Nocy Muzeów wybrałam się na grę miejską po warszawskiej Pradze, organizowanej przez stowarzyszenie Infopraga. Dla niewtajemniczonych — warszawska Praga ma taką opinię jak czarne dzielnice w Stanach.
Jak się okazuje całkiem niesłusznie. W okolicach ul. Ząbkowskiej, Brzeskiej i 11 listopada wiele się zmieniło. Wyrosła nam dzielnica bohemy artystycznej i wielu atrakcji w postaci ludzkiej. Łatwo się domyśleć, że przyczyną takiej lokalizacji była za pewne bliskość Fabryki Wódek Koneser (nie działająca już co prawda, ale na pewno przyciągająca swoimi rozmiarami wyobraźnię).
Gra start. Wraz z moją grupą (ja plus trzy osoby) otrzymaliśmy na wstępie folder do wypełnienia. Mieliśmy zbierać różne podpisy i zgadywać zagadki w galeriach po drodze. Był to świetny sposób na to, żeby zobaczyć jakie fajne rzeczy się dzieją teraz w tej dzielnicy i poznać ludzi. Z tego miejsca pozdrawiam panią z bazaru Różyckiego, która dokarmiła nas pysznymi, ciepłymi pyzami (to prawdziwy altruizm stać w deszczu o 21 wieczorem i dokarmiać ludzi biegających po wystawach).
Kolejnym przystanek nie był już tak uroczy. Dzieci. Dom młodzieży. Każdy rozsądny człowiek wie, że dzieci w liczbie większej niż sztuk dwie to już stado, a stado to zagrożenie. Stanęliśmy na środku jakiejś sali zbici w kupę mamutów, bo nic innego nam nie przychodziło do głowy, a tu trzeba wykonać zadanie i znaleźć wśród tej gromady odpowiednie egzemplarze. Na szczęście wydelegowaliśmy koleżankę, która umie się z tym gatunkiem obchodzić i jakoś nas wyratowała z opresji.
Biegniemy dalej, bo na 22:30 mamy być w samej Mekce, czyli w Fabryce Wódek. Po drodze na szlaku wspaniała wystawa Żydowskich drzeworytów sztychowych na Ząbkowskiej 36. Jak ktoś będzie miał okazję zobaczyć to zachęcam. Coś pięknego, a robota strasznie żmudna. Przyjemność oglądania była tym większa, że opiekun wystawy był niezwykle miłym człowiekiem, który z przyjemnością opowiadał o wystawie i w dodatku bardzo interesująco, co rzadko się zdarza. Oprócz tego najedliśmy się najlepszych krówek w mieście (podziękowania dla miasta, fundatora krówek).
Bardzo klimatyczne galerie to również Klitka i DaDa (ta ostatnia to szczególnie dla koleżanek — śliczna biżuteria). Ciekawe obrazy w ARTtu i już jesteśmy na ostatniej prostej gdyż nadeszła godzina 22:30. Uczestnicy zebrali się tłumnie, choć może bez przesady, ale ten kto grał to przyszedł robić tłok, przy Koneserze.
Zagadką było spisać niepokojące dźwięki. Stoimy i słuchamy dzielnie. Nic. Minęło trochę czasu. Nic. Ale coś wibruje irytująco, coś jakby... rozglądam się, a tam stoi młodzian blondasek z zażenowaniem lekkim obsługujący coś na kształt wibratora. Zestresowany i nieco spurpurowiały przyuważył nagle, że przyrząd się zepsuł. Wyszedł na to zza winkla kolega tego wtórujący mu na dzwoneczku, wyglądający nieco jak Jim Morrison. Myślę „Ha, mamy ich. To na pewno oni są niepokojącymi dźwiękami”. Spisaliśmy ich lecimy dalej.
Wylądowaliśmy ma ul. 11 listopada w zagłębiu niedużych, ale bardzo godnych uwagi klubów. Tam (konkretnie nie w klubach tylko obok) odnaleźliśmy najfajniejszych chłopaków na Pradze — [v]iuro. Teraz będzie reklama: robią bardzo fajne rzeczy, są wyluzowaniu i zakręceni. Wskoczcie na ich stronkę: http://vlepvnet.bzzz.net/ No to puzdro chłopaki.
Wychodzimy na podwórko, a tu na dole znowu czeka nas Morrison i knuje jak nic, bo już kolejne zadanie się zbliża.
Oprócz trasy gry odwiedziliśmy jeszcze kilka malutkich galerii, pobiegaliśmy sobie po Pradze, klimat artystycznego zagłębia nie z tej epoki. Polecam.
http://www.infopraga.com.pl/STRONA_GLOWNA.html
|