Hamlet siedzi samotnie w komnacie Elsinoru. Zmierzcha. Pomieszczenie oświetla nikły blask łuczywa. Zamek powoli zapada w stan błogiego przedsennego rozleniwienia. Z królewskiej sypialni dobiega przytłumiony przez grubość muru, odgłos pochrapującego rzężącego Klaudiusza oraz piskliwy, erotyczny pomruk małżonki jego, królowej Gertrudy (pewnie znów ma grzeszne sny). Królewicz jest zdecydowany - wreszcie może to zrobić i nikt mu nie przeszkodzi! Spod siennika wyjmuje złowrogo mieniący się przedmiot. Dziwna ta broń jest mała, ale śmiertelnie niebezpieczna. Wyposażona w wiele metalicznych ostrzy, obracających się nieustannie, zuchwale tnie powietrze. Hamlet bezsilnie zaciska usta. Obnaża włochatą nogę. Depilator mocno przywiera do skóry, rozpoczynając bezlitosny dans macabre . W miarę jak młodzieniec karczuje połacie dotąd dziewiczego włosia, pot występuje na jego skronie. Urwane, pozbawione miejsca do życia włosy wirują w powietrzu. Hamlet jęczy, ale nie przerywa straszliwego dzieła. Wreszcie wyczerpany masochistyczną torturą, osuwa się na ziemię. Depilator wypada mu z dłoni.
Włos twój wróg, wyrwij włosa! Tak krzyczy dzisiejszy świat, tego domagają się nieubłagane kanony piękna XXI wieku. Z reklam telewizyjnych wyrusza zajadła krucjata przeciwko włosom, umiejscowionym wszędzie indziej, niż na głowie lub jako oprawa oczu. Depilatory elektryczne, kremy do golenia, pianki, żele, plastry wosku na zimno i na gorąco, golarki - oto podstawowy ekwipunek walki przeciwko naturalnym łupieżcom, jakim są wytwory skory. Oczywiście oręż tą dzierżą kobiety. Te współczesne bojowe Ateny, wzbogacone o mądrość z zakresu higieny i kosmetyki, ostrze swej dzidy kierują w stronę własnych łydek, pach, okolic bikini. Z mężczyznami jest odwrotnie. Tu, co naturalne (tzn. włochate) jest jednym z atrybutów, żeby nie powiedzieć, wręcz przywilejów męskości. Mężczyzna bez wyraźnego owłosienia, jest jak jeleń bez poroża. Nie może przewodzić w stadzie, jest uznawany za gorszego, bo straszy odmiennością. Jest odmienny, czyli ma w miarę gładkie lico, rzadkie owłosienie kończyn dolnych, słabo wyrośniętą, przerzedzoną bródkę pieczołowicie jednak hodowaną, a to stanowi powód do drwin u "pełnoprawnych" samców. W dawnej Polsce, aby zakpić z nieopierzonego (dosłownie i w przenośni) młokosa używano przecież określenia "gołowąs".
Włosy zawsze były symbolem męskiej siły, sprawności i odwagi. Już od czasów naszych pokrytych szczeciną praprzodków, spełniały rolę ochronną - zabezpieczały przed utratą ciepła w chłodnym klimacie oraz przed drobnymi urazami. Futro, gęsto występujące włosy kojarzyły się z potęgą zwierząt, ich dzikością. Ludzie odczuwając strach przed drapieżnikami, mieli też respekt dla ich wprawiającego w przerażenie wyglądu. Aby wywołać popłoch w szeregach wroga stosowali, więc działające na psychikę sztuczki, podpatrzone u zwierzęcych nauczycieli. Mityczne istoty zwane centaurami, czyli pół ludzie - pół konie odznaczały się mądrością ludzi oraz umiejętnością przetrwania zawdzięczaną swojej drugiej, zwierzęcej naturze. Szczególną popularnością cieszyły się też wilkołaki, w których pełny wyraz znalazła zarówno ludzka fascynacja, zazdrość, jak i lęk przed nieokiełznaną mocą pierwotnych instynktów.
Zwierzęca siła tkwi we włosie i żaden mężczyzna nie ważył się go depilować, raczej zachodził w głowę jak zwiększyć jego liczebność. Cóż, bowiem przytrafiło się biblijnemu superbohaterowi, - Samsonowi, gdy podstępna Dalila pozbawiła go bujnej czupryny, której dziś pozazdrościłby mu niejeden wielbiciel muzyki heavy metalowej? Całkowicie stracił waleczność i ponadludzką moc, której juz nigdy potem nie odzyskał.
Dlaczego więc Hamlet potajemnie waży się na tak haniebny, zwłaszcza jak na reprezentanta błękitnej krwi oraz przyszłego następcę tronu, czyn? Dlaczego pod osłoną nocy depiluje sobie nogi?
Hamlet pochodzi z mroźnej Danii. Jest potomkiem walecznego ludu Wikingów. Typowy woj północy jest zwalistym, umięśnionym mężem, z długimi włosami oraz obfitą brodą. Jego ciało zamieszkuje niezliczona ilość włosów, upodobniając go do straszliwego stwora, co podkreśla jeszcze szczególne nakrycie głowy w postaci hełmu z rogami. Wiking jest więc idealnym przykładem stuprocentowej męskiej krzepy. Reprezentuje ucieleśniony archetyp męskości, którego dominantą jest kult siły i aktywności fizycznej. Hamlet, pomimo tak "jurnego" obciążenia genetycznego, nie wydaje się przystawać do tego energicznego wizerunku. Z szekspirowskiej tragedii wyłania się zgoła inny portret. Królewicz duński jest młodzieńcem szczególnie wrażliwym, posępnie dumającym nad sensem ludzkiej egzystencji. Przebywa w krainie własnych rojeń. Rozmawia z duchem swojego ojca. Jest inny, nierozumiejący i niezrozumiany przez nikogo. Jego nieprzystawalność, pewna niemieszcząca się w typowym męskim wizerunku delikatność, objawia się w akcie usuwania owłosienia. Jest to symboliczne oderwanie się od wspólnoty męskości, cechującej się nadmierną włochatością. Nie będąc zaś mężczyzną w ramach przyjętego kanonu, traci tym samym rację bytu w rzeczywistości. Nie przypominając mężczyzny, kim bowiem jest? Pozbawia się siły żywotnej uosobionej poprzez owłosienie. Egzystuje w bezcelowości. Żałoba w wielu kulturach uzewnętrzniała się poprzez symboliczne usunięcie włosów z głowy. Mój Hamlet idzie dalej - usuwa włosy z tych miejsc, z których nie było to praktykowane, aby jego smutek i oderwanie od świata znalazły pełniejszy wyraz Stara się zrobić to dokładnie, dlatego wybiera jedną z najskuteczniejszych (i boleśniejszych) metod - niszczy włosy depilatorem elektrycznym. Nie goli, nie kremuje - nie działa na powierzchni. Wyrywa z korzeniami, gdyż doświadcza dogłębnie.
Zakłamanie. To właśnie dostrzega Hamlet w swoim otoczeniu. Matka, która miała być wierną, kochającą żoną, okazała się niestała w uczuciach i wyszła powtórnie za mąż. Brat ojca, zabił króla i poślubił jego żonę. Legł w gruzach uporządkowany, bezpieczny świat.
Czyż nie podobnie ma się sprawa z obecnością (czy raczej nieobecnością) włosa w sztuce? Włosa niebezpiecznego, niewygodnego, bo pokrywającego cale ciało, a nie tylko głowę. Włosa zaprzeczającego uświęconemu w tradycji sztuki idealistycznemu kanonowi piękna.
Każdy milimetr naszej skóry jest we władaniu włosa. W niektórych miejscach występuje w postaci wątłej i miękkiej (tzw. meszku), ale niezaprzeczalnie mamy go pod dostatkiem. To nasza zwierzęca spuścizna po teorii ewolucji. Jednak, gdy przyjrzeć się klasycznym dziełom sztuki - malarstwu, rzeźbie, grafice -, które za temat biorą nagie, ludzkie ciało, wydawać by się mogło, ze jesteśmy doszczętnie oskubani, niczym czaszka trzymana przez nieszczęsnego królewicza. Od rzeźby greckiej, przez średniowieczne przedstawienia Adama i Ewy, wizerunki grzeszników cierpiących piekielne katusze, po renesansowe i barokowe akty, aż do naznaczonych cellulitem, rozwalonych na łóżku kurtyzan Bouchera i wygładzonych akademickich golasek - rysuje się obraz jak po przejściu atomowej bomby depilacyjnej. Nigdzie śladu włosa! I nie chodzi tu tylko o ciało kobiece, które z natury jest bardziej gładkie, choć jak twierdzi transwestyta z filmu "Wszystko o mojej matce" Pedro Almodovara: " Kobiety też pochodzą od małpy ". Bo dobrze wiemy, ze my urocze kobietki, również sporo tego posiadamy (patrz rozwój biznesu kosmetyczno - depilatorskiego spod znaku Gillette nastawionego przecież na odbiór przez kobiety). Może słynna "Wenus z Urbino" Tycjana, której gest przysłonięcia łona, stal się punktem wyjścia wielu naukowych spekulacji historyków sztuki, można zinterpretować inaczej? Może nie jest to gest niewinnego w swej wstydliwości ukrycia wulgarnej waginy jak chcą jedni, lub też przeciwnie - wyzywający ruch kurtyzany podkreślającej kobiecość, jak twierdza drudzy? A jeśli Wenera nie jest tak boska, jak byśmy chcieli i zakrywa dłonią włochaty trójkąt między nogami, aby nie razić "kulturalnego" widza swoim nieoczekiwanym niedodepilowaniem?
Iście "syzyfową pracą" jest usunięcie zbędnego włosia, zwłaszcza, jeśli się jest mężczyzną. Lecz, po co miałby katować się mężczyzna, nasz udomowiony futrzak, dumny ze swojej włochatości? Czy wraz z opadającą szczeciną, pozbywa się istoty swojej męskości, czy wprost przeciwnie, okazuje dbałość o higieniczny wygląd?
Włos pogardzany, włos poszukiwany. Czy był porządany, czy bezlitośnie rugowany, zależało od płci jego właściciela oraz od miejsca występowania na ciele. Bezspornie, ani kobiety, ani mężczyźni, nigdy nie sprzeciwiali się jego obecności na głowie (zwłaszcza biorąc pod uwagę większą skłonność chłopiąt do łysienia). W innym partiach ciała, szczególnie kobiety, wytaczają przeciwko niemu ciężkie działa, starając się zachować jak najdłużej idealną gładkość skóry. Iluzoryczną w gruncie rzeczy. Czy eksmitujesz go za pomocą wosku, golarki, czy depilatora, spodziewaj się jednego: on i tak powróci.
KONIEC
Tekst:Eva Milczarek- Rocznik 1982. Prawie historyk sztuki i krytyk artystyczny, niedoszły filmoznawca. Współpraca z łódzką Galerią Manhattan i miesięcznikiem studenckim
"Semestr". Wielbicielka średniowiecza, kotów (zwłaszcza rudych i czarnych), wiedzy ezoterycznej oraz wszelkiego rodzaju dziwności i mistycyzmów.