powrót do strony głównej
     Numer 02 _ Lipiec 2005 - Spis treści -  
    
poprzednia strona
str. 18
następna strona
powrót do strony głównej
   
wszystkie depesze
     
   




 


 
 
 
foto: zalibarek  


Hamlet Smith, z zawodu tancerka. Trzymałem w dłoniach młot i czaszkę kiedy usłyszałem wyniki wyborów. Pomyślałem skrycie ,,bić albo nie bić", ale powstrzymałem się i sięgnąłem do lodówki po czekoladową Matkę Boską, by odgryźć jej głowę.

"Decyzje nocą- sugeruje fragment Filona. Czyli to Noc decyduje. Ciemności kierują historią"
- czytamy u Ceronettiego.

Musiałem rozebrać się przed snem, zdjąć kostium połyskujący barwnymi koralikami wśród haftu, i miałem w pamięci słowa Schopenhauera:

"Sen można określić jako krótki obłęd, a obłęd jako długi sen." (Esej o wizjach umysłu, 1951)

Ale też Mickiewicz pisał o śnie, bracie śmierci.
Jest nadzieja że jutro się nie obudzę.

Czy muszę wciąż powoływać się na czyjeś słowa, jakbym nie miał języka w gębie?!


Miałem sen:


"W sypialni, gdzie jedliśmy siedząc za stołem, pojawił się nagle tygrys. Zachowywał się bardzo spokojnie, ale swoją obecnością odebrał nam spokój. Uszanowawszy książki i inne przedmioty, zbliżył się do butelek i szklanych wazonów stojących rzędem w korytarzu i rozbił je łapą, bynajmniej się nie kalecząc. Z tą chwilą ogarnął nas prawdziwy lęk, jak gdyby odłamki stłuczonego szkła przedstawiały nasze poranione ciała."
(Ceronetti, Milczenie ciała)

Czarny tygrys jak fortepian Steinway'a. Sklonowany karawan Rollce-Royce'a o wylizanej, nawoskowanej, żałobnej karoserii i śnieżnobiałych zębiskach klawiszy. Jest zdehumanizowany, tak doskonały. Wyjechał spod ekskluzywnej taśmy produkcyjnej Toyoty. "Długi z ogonem" - brat bliźniak niezliczonych klonów Steinway'a. Jakiż wyliczony dźwięk i bezlitośnie wyselekcjonowana muzyka, akademizm totalitarny, idealny kościec dłoni, warunek w tym konkursie. Nowoczesny fortepian nie powstaje inaczej niż w fabryce, w przeciwieństwie do pianoforte. Lękam się tych wykalkulowanych Stainway'ów, nie chciałbym na nich grać.

Gdy zaś chronię się od fabryki tego świata w lesie, gra mi tam orkiestra niezliczonych instrumentów ukrytych w milionie pni. Muzyczny potencjał każdego drzewa rozbrzmiewa dźwiękami drewnianych instrumentów jedynie w swoim zamyśle, lecz tymczasem wiatr szumi echem muzyki w pudłach rezonansowych skrzypiec, viol, wiolonczel, lutni, i innych takich, a nieme struny lekko tylko drgające na wietrze, trochę jak wanty jachtu, a trochę jak najwyższe konary, wydają wyjący dźwięk. Podobnie jak kiedy dosłyszysz w najwyższym drzewie wielką piszczałkę organową, 32' lub jak komin lub jak dźwięki na statku, gdy przed sztormem wzmaga się wiatr. Również flety popiskują wtórując ptakom, ale też drzemią w drzewach oprócz organów klawesyny, szpinety, wirginały, klawikordy i pianoforte, niektóre z nich w intarsjach. Silny wiatr, pochylają się drzewa, a w nich uśpiona orkiestra o nieograniczonym potencjale. Na razie milczy, a tylko fala powietrza przewiewa pudła i rurki, krąży tam z cicha zawodząco. Chwilowo przyroda hoduje w sobie muzykę, odżywiając ją wodą i minerałami z gleby, oraz słońcem. Dopóki ręka mistrza nie wydostanie jej z wewnątrz pnia. To jest mistyczny las muzyczny, kto łamie tu gałęzie niech sczeźnie.

Jeśli myśl ma być bardziej esencjonalna, potrzebuję więcej czasu na pisanie.

Więc: matador wyprostowany, stopy idealnie zestawione, przykute do ziemi strachem, że upadnie na oczach publiczności, a zarazem ściskającymi łydkę paskami, które maskuje pończocha w kolorze wymiocin i błyszczące pantofle. Sztywność stojącego samotnie mężczyzny, sztywność szpady. Z wolna rozkładana muleta zakrywa swą powieką zbyt oczywistą łodygę, chimeryczną strugę bijącą ze stalowej źrenicy.

Matador: Damokles, który ze szpadą w ręku wziął swój los za rogi" (Leiris, Lustro tauromachiii)

Musiałem podjąć walkę, bo na moje nieszczęście obudziłem się tamtego ranka, choć mogłem szczęśliwie tu nie powracać. Ktoś rodząc mnie, skazał mnie nie tylko na śmierć, ale co gorsza również na walkę która nigdy nie zostanie nagrodzona. Ktoś obudził mnie i wyrwał ze snu do tego koszmaru, a przekleństwo tkwi w pamięci. W chwili śmierci będę wiedział że byłem.

"Chcę płakać, ale nie mogę, gdyż czuję taki ból duszy, że boje się o siebie. Czuje ból. Jestem chory na duszy. Jestem chory na duszy, a nie na umyśle. (...) Wiem, czego mi trzeba, bym był zdrów." - pisał Niżyński w swoim dzienniku. Podobnie myślę.

Postmodernistyczna nostalgia zawiodła mnie do niefabrycznego instrumentu, który uśmierza mój ból. Podłączam się palcami do niego, a on wysysa napływającą w oczy sól, łagodzi ów palący strumień, który wzbiera furią w moim gardle. Musica laetitiae comes medicina dolorum - "Muzyka towarzyszem radości i pocieszycielką w smutku", czytamy na wieku wirginału z obrazu Vermeera.

Klawesyny, szpinety, wirginały, klawikordy i pianoforte - z natury wymagające precyzyjnej ręki budującego je mistrza, są niepowtarzalnym dziełem, każdy z osobna, gdyż noszą znamię indywidualności dłoni spod której wyszły. I żyją własnym życiem, przyjazne i lekkie, ważące po 40 kilo. Żadnych fabryk. Nie mogę poddać się czarnym Stainway'om.

A zatem, z opiętymi aksamitem pośladkami i pantorillą w pończosze, stanąłem oko w oko z toro , przed okrutnum zwierciadłem.

"Kapa przywołuje (wzywa) i odprawia (odwodzi) bestię, jak obrzędowa ofiara przywołuje i odprawia Boga. Wzdęte sukno, metodyczne rozpętanie żywiołów. Mężczyzna musi dostatecznie panować nad sobą, żeby burza zawisła w powietrzu. (...) Torero i toro zazębieni jak tryby maszyny, walczący, kto kogo rzuci w niewidzialny grób, który jest stworzeniem areny."
(Leiris, Lustro tauromachii)

"Walki gladiatorów zastąpiło w IV wieku chrześcijańskie małżeństwo. Zamiast amfiteatru - sypialnia, teatr mieszczański" (Ceronetti, Milczenie ciała)

... więc musiałem się wykastrować. Bo tutaj, jeśli nie jesteś za, to musisz być przeciw. Co więcej, będziesz musiał być przeciw bo tak cię zaklasyfikuje ów ciemny, zakon of darkness. Nie wierzysz mi? Lepiej zapytaj gombrowiczowego Miętusa, on powie Ci czemu wołał "Dupa!", choć nie chciał.

A owa dupa na nieboskłonie?

Więc posłuchaj. Nim podłoże tam bombę. Przeniknąłem naturę tych rzeczy, i ujrzałem... pupę na wszystkich ołtarzach.

Niepokalane Poczęcie, ta paniczna fobia pierworodnego grzechu, w świętej aureoli, rozerotyzowane ekstazy świętych , podkreślam : dziewic, wina, grzech, celibat, chorobliwe powstrzymanie u świętych dziewic i mniszek, oraz niepowstrzymanie u zakonników...pytanie: prawiczków? Gdzie jest święty prawiczek?

Czy faceci w sukniach mają prawo potępiać drag queen?
Dlaczego gejowie występują przeciw gejom?

Bo złocista pupa promieniście połyskuje z ich ołtarzy, wzbudzając poczucie winy i rumieniec wstydu. Nie pytaj więcej, szukaj sam. Zważ jeszcze na słój - relikwiarz z mózgiem św. Małgorzaty Alacoque, oraz nieskalane zwłoki Bernadetty w szklanej trumnie (szukaj rumieńców).

"Kiedy Don Juanowi znudziło się dźgać sybille o grubych tyłkach, przywdział tauromachiczny welon, tak jak przywdziewa się zakonną sukienkę - welon purpurowy jak kurtyna w teatrze, kiedy odsłania się posąg komandora" - pisze Leiris, i ja potwierdzam bo byłem tam.

Zaprawdę, kto nie porzuci ciasnego kombinezonu swojego ciała, na zawsze pozostanie jego niewolnikiem. Anglicy badali hidżrów jakby ci byli zwierzętami o ludzkim kształcie, bo oni nie mieli nic pod spódnicą. Kto z nich w większej był niewoli? Ten który nie określał i nie posiadał, wedle własnej woli, czy ten który posiadał z nadania i niewolniczo definiował każde zjawisko na męskie lub żeńskie? Anglicy mieli problem, a katolicy nadal go mają.

Tak, piszę co mi ślina naniesie na literę. I zaraz tu podłożę bombę.

Bo jestem torero, musiałem nim zostać.


"Spowity w welon bogini torero depcze pole zagrożenia. Ubrany w niebezpieczeństwo - welon, który go osacza i osłania." (Leiris, Lustro tauromachii)

Spodenki wpijają mi się demaskując, że przeciwieństwie do duchownych i świętych z dużymi organami, ja nie posiadam niczego. Jestem ubogi duchem, ale ciałem jeszcze bardziej. Mam to o czym oni marzą i jestem tancerką, bo chcę.

Nie lubię Steinway'ów - klawiszowych cyborgów. Dzwon ich brzmienia jakoby oznajmiał wtargnięcie pustej, przepastnej trumny. Panie i panowie, wjeżdża grobowiec! Czarny marmur. Nie mają duszy, tak jak bezduszni zbawiciele dusz. Jak czekoladowa figurka bez nadzienia, którą w międzyczasie zjadłem. Są próżne jak ten naród i jego - heh! - wodzowie. Jestem śmiertelnie rozgoryczony i chciałbym umrzeć, ale nie, powstrzymam się. Nie umrę bo się nie poddam, jedynie wbrew okolicznościom.

"Urodzić się i umrzeć to jedno i to samo, wymieszać się i rozłączyć to jedno i to samo, urodzić się i wymieszać to jedno i to samo, zginąć, zmniejszyć się, rozłączyć to jedno i to samo" Hipokrates

Tak, to jest parszywy tekst.

"Dwa kroki od miękkich nozdrzy tkania unosi się, szpada lśni. Łacina kościelna ze swoimi us, is, i um. Końcówki dźwięczne jak rymy albo jak pauza po serii zwrotów w oczekiwaniu na burzę owacji." (Leiris, Lustro tauromachii)


A teraz uciekaj, bomba tyka...



Anna Barnaba
Rocznik 1982. Krytyczka.
 











do następnej strony
   Hosting: supremum group
design:  zalibarek