Cha-art: Witam na redakcyjnym spleenie grono kolegów i koleżanek startujących w wyścigu cha-artów hipertekstowych do Parnasu. Na początek chciałbym zapytać Osiołka plebejskiego jak wyobraża sobie ten tego... swój udział w naszym Derby. Z jakim chce startować numerem w biegu narracji przez opłotki debiutu.
Osiołek plebejski: Ha! Cha-arcie! Wolałbym wystartować w nieliniowym wyścigu żółwi. A widzę to tak... W wyścigu koniecznie musi przed nami uciekać main-streamowa marchewka na kiju.
Zbuntowany anioł: Wot czort! O marchewce main-streamowej to ja już pisałam rok temu w głośnej powieści hip- hopowej o życiu pod mostem Grota- Roweckiego warszawskiej bohemy i innych bożyszczy kontrkultury. Ha! Ha! Był ci to kułak w bok mandarynów, co trzymają literaturę o chlebie i wodzie na kartce papieru. Starych faryzeuszy ubodło w sadło, młodych rozwścieczyło to poetycko szydło z worka. Tyle, co kot napłakał, a rybka potem wypiła pod śledzika, było szumu w wierzbach mediów nad moją książką! Ale w to mi graj histerio pop-kultury!
Były Palacz: Rzecz pierwsza najważniejsza, to ustalić skąd dokąd przebiegać będzie nurt main-streamu. Zali będzie start narracji w Krakowie, a meta w Warszawie? Czy odwrotnie? Przeto musimy wziąć pod uwagę wektor literackich ambicji byłej i obecnej stolicy.
Cha-art: Ciszej nad trumną formy! Mamy tutaj w Krakowie niezbywalne atuty na kształt karzącej batuty, które zapewnią nam wybór na miejsce startu. Miłosz na zapałki pod skałką. Kopiec Kościuszki! A sypiemy już następne kopce alfabetu. Podczas gdy w Warszawie leją złote bałwany rewolucji neo-lingwistycznej.
Osiołek plebejski: I-ha-ha! I-ha-ha! I-ha! Jakem nie jest złotym osłem Apulejusza ani Pinokiem w krainie chłopców w krótkich spodenkach. Ten spór o cha-art nie jest li tylko wyścigiem szczurów do żłoba Nike? Bo przypominać mi zaczyna bieg ludzi z zaburzonym poczuciem kierunku z Monty Pythona. A ja bym chciał.... (zaczyna śpiewać) Pisać tak jak rozbija się na podłodze wazę z epoki Ming... Lekko i z nonszalancją Bonda. Z tysiąca kawałków lepić wielki mit literatury pożerającej własny ogon!
Cha-art: (pod nosem) Pretensjonalny grafoman!
Zbuntowany anioł : (wstaje i zaczyna krzyczeć wymachując rękami, kartki na stole fruwają) Buntować się musimy ziomale! Burzyć się musimy w szklance wody. Roczniki siedemdziesiąte przyzywam was! Przybywajcie uwarzyć koktajl z brulionów. Sturm and drang.. Sex. drugs. rockandroll. Spleen and kac! Roczniki osiemdziesiąte przyzywam was! Przybywajcie uwędzić literackie nowinki z zachodu w dymie ze stosu Noblistów. Odmłodzić gębę narodu, co zaszył się pod krótką kołdrą i czyta przy latarce Gombrowicza!
Precz z poetyką Arystotelesa! Nie ma końca, rozwinięcia i zakończenia. Niech wszyscy biegną z miejsca w którym stoją, do miejsca, w którym stać będą. Albo... Niech siedzą do biegu i biegną siedząc! Szarpcie mentalne wędziła, które wam nakłada ciotka opinia publiczna i różne medialne Papkiny. Musimy przegonić Chiny w ilości jednostek leksykalnych w słowniku najmłodszej polszczyzny. Paździerz! Paździerz! Wychaczam cichaczem popłuczyny z reklamy proszków do prania! Pop-arka i Pop- Noe z kserokopiarką zamiast uratowanych par ludzi i zwierząt. Uratujemy dla nowej rasy ludzkiej naszą wysokoprężną literaturę!
Cha-art: Hmm! Widzę tu poważne zadatki na nową bogini liternetu. Ślubujmy uroczyście przed bogiem main-streamu, że zetniemy brzytwą Ockhama wszystkie głowy hipertekstu... poza krakowską! (wstaje) Do Ślubowania!
Wszyscy wstają. Jedną ręką chwytają się za piętę drugą masują się po głowach.
Cha-art: Śluuubuuuję.....!
Zbuntowany anioł : (śmiejąc się) Nie śrubuj tak mocno! Wystarczy lekko dotknąć!
Osiołek plebejski: Iha! Iha! Iha! Czy to będą zaślubiny nieba z piekłem? Czy wielkiej narracji z wielką niemotą? A może naszą utalentowaną Kleopatrę ukąsił wąż Uroboros i zapętla się we własnym monologu?
Były Palacz: (krzyczy wyrzucając ręce do góry i gestami ilustrując słowa) Dajcie do pieca! Puszczajcie z dymu kółka wzajemnej adoracji! Adorujcie! Ach! Adorujcie kółka i krzyżyki! Niech wszystkie małe kółka tej deus ex machine połączą się w wielkie koło objęte wspólnotą plagiatu. Niech każdy z każdym spółkuje w pisaniu na kawiarnianych serwetkach kolażu metanarracji!
Cha-art.: (rozpaczliwie) Ogłaszam śmierć kartki papieru!
Zbuntowany anioł : A ja ogłaszam śmierć tego serialu o Cha-arcie! Nie będę już waszą Natalią Oreiro. Koniec wielkiego żarcia! Przechodzę do 'Lampy'!
Cha-art.: Ślubuję......!
Zbuntowany anioł wchodzi na stół zadziera kieckę i tańczy kankana. Osiołek skacze po stole na jednej nodze. Palacz coś zapisuje na kartce papieru.
Były Palacz: Wiecie co? Wiecie co? Nie mogę zrozumieć tego, co napisałem. Nareszcie!!! Udało się! To jest naprawdę pismo pół-automatyczne i w pełni mimetyczne. Udało mi się oddać wasz taniec po stole w bezładnym strumieniu liter. (czyta) hdfjakl;sdfhasldfhkasl;kdfhasl;fhasl;fhas
Cha-art: (zrezygnowany) Zaprawdę happy jest end tego epigońskiego poligonu. Gdzie właściwie zaczyna się, a gdzie kończy main-stream? I kogo to obchodzi? Za dużo pustych haseł, od których włosy wypadają. (gładzi się po łysinie) Będę przez moment jasnowidzący i powiem wam moje cha-arty, że nasz wyścig do Parnasu odbył się już, zanim się zaczął na krótkim ulotnym dystansie. Właśnie! Zabrakło nam dystansu! Intelekt zeżarł nam dystans do Parnasu.
Osiołek plebejski: (podskakując na jednej nodze) Iha! Iha! Iha! Więc miałem racje. Trzeba było iść z żółwiami w zawody i jeszcze znak zapytania sobie przywiązać u nogi. A tak! Falstart! Falstart! Falstart! Fatal error! Fatal error!
Były Palacz: (melodramatycznie) Pop-Arka nie istnieje i nigdy nie przybędzie! Nie wierzcie plotkom, gusłom i zabobonom.
Zbuntowany anioł : (siada na stole i majta nogami) To ja wracam do swojej piosenki, która została napisana za pieniądze z Unii Europejskiej.
Cha-art: Więc proponuję dla lepszej koordynacji mianować wielkiego narratora, kontrolera ruchu opowieści między Krakowem a Warszawą.
Osiołek plebejski: Zgłaszam kandydaturę Zbuntowanego anioła.
Cha-art: Kto jest za? Kto jest przeciw? Kto wstrzymał się od głosu?
Były Palacz: Nie widzę antytezy dla tej tezy, więc skłaniam się ku niej! (kłania się Zbuntowanemu Aniołowi)
Cha-art: I ja padam do nóg (kłania się). Będzie to osobowość na stanowisku z pożytkiem dla naszej bezbarwnej polskiej rzeczywistości tekstu.
Osiołek plebejski: (trochę do siebie, pod nosem) Co mam się nie skłaniać, kiedy wszyscy się skłaniają? Co mam się jednak zniżać, skoro wszyscy się zniżają? Coś za bardzo się ze sobą cackam! Iść czy nie iść na aklamację? Korzyć się przed większością, czy iść na prostracje?
Cha-art: Do nóg padnij naszej wszechobecnej w pismach kolorowych narratorki. A ona ci stopę postawi na głowie. Namaści cię na głos pokolenia w swojej nowej powieści.
Osiołek plebejski: (kiwa głową z powątpiewaniem) Im silniej prosicie, tym silniej we mnie warcholstwo się warcholi.
Cha-art: Nie może to być! Nie może to być! Głosujemy razem jednym głosem, albo wcale. Wspólnie jednością falsetu i basu gardłujmy bez podziałów na nuty.
Tylko w jedności siła. Siła w jedności i w solidarności.
Precz z wszystkimi liczbami pierwszymi, które dzielą się przez jedność i samą siebie. Nie jesteśmy liczbą pierwszą, chociaż jednością jesteśmy. Ignorujemy jednak pozostałe liczby pierwsze, pozostawiając tę jedną najważniejszą.
Były Palacz: No nie wiem... To mi z daleka pachnie jakimś kiepskim pastiszem. Ale... skoro już jesteśmy pierwsi i razem... Nie możemy niszczyć tej jedności w kontekstualności podziałem na liczby pierwsze osobowości.
Zbuntowany anioł : (do Osiołka) Do nóg mi tu waruj! Uznaj, że narracja moja jest! Moja jest narracja! Jezdem wielką narratorką i dialogi wszystkich bohaterów na scenie literackiej zostają mi przyporządkowane w kolejności alfabetycznej. Ja redaguję słownik młodego parnasu!
Osiołek plebejski: (do siebie) A jak do nóg nie przypadnę to, kim będę?
Dalej osiołkiem plebejskim, debiutantem z nizin społecznych. Nie warta ta gra o honor moich strun głosowych przysłowiowej świeczki. Wydzierał się nie będę we własnym strumieniu świadomości. Podłączę się pod ryk pokoleniowy, który ona poddaje acapella. (pada do nóg zbuntowanemu aniołowi) Tyś jest fraz królową kontekstualną. My tylko... twoimi literkami, wyrazami, zdaniami a nawet i nie to. Jesteśmy twoim pismem, które czujesz, gdy pociągasz nosem. Jesteśmy twoją rzeczywistością tekstu. Istniejemy tylko dzięki kontekstowi twoich książek i twoich genialnych wywiadów w Gali albo Na gorąco.
Wszyscy: (razem) Hołd ci oddajemy Fraz Królowo kontekstualna. Ty nadajesz nam młodym sens swoją racją.
Wszyscy padają na kolana przed Zbuntowanym Aniołem.
Fraz Królowa: Teraz, kiedy już rozpoczęłam swoje królowanie, podyktuję wam swój manifest. Primo: Rezygnuję ze zbędnego zaszczytu bycia narratorką intelektualnych chaartów! Dałam się wprowadzić głęboko w ten trans medialny, żeby wam pokazać wasze wywieszone języki i napięte do biegu ścięgna.
Secundo: Zamiast tyle ględzić wzięlibyście się chłopaki do roboty.
Załapali w przeciągu trochę życia, poobserwowali świat, siebie i okolice.
Tertio: Zamiast główkować i nadrabiać w teorii natchnienie. Zacznijcie negować main-stream i tym podobne. Piszcie, co wam dyktuje ręka. Spuśćcie rękę ze smyczy, jakby to był syndrom obcej ręki, o którym się ostatnio tyle pisze. Nie przywiązujcie dłoni do głowy. Niech pracuje nadgarstek. Niech palce wskazujący i serdeczny szczekają na obcych! A palec środkowy tyka nietykalne i przekłuwa balony z cieplarnianym gazem! Wtedy dopiero wasza ręka zagra w teatrze cieni sztukę, której sami jeszcze nie znacie.
Kurtyna! |