Drżę. Boję się. Lękam się każdej minuty. Przerażają mnie. Jestem małym człowieczkiem. Homulunkulusem. Stworzonym przez alchemików massmediów. Kreują przerażający świat, w którym czuję się osaczony, zaszczuty, w brutalny sposób niewolony, wykorzystywany, gwałcony... Wszystko obliczone, skalkulowane i obrachowane. Boję się nieznanych, mutujących się wirusów: grypa, HIV, BSG, H5N1... Nowotwory. Nałogi i uzależnienia. Choroby psychiczne. Terroryzm. Agresja i przemoc na ulicach miast. Konflikty narodowościowe, religijne i rasowe. Napady rabunkowe. Brawura na drogach. Przemoc aparatu państwowego; wszechwładza i bezduszność biurokracji. Klęski żywiołowe: powodzie, tornada, tsunami... Skażenia i niszczenie naturalnego środowiska. Niemoralność duchownych (ci są straszni już przez samo to, że chodzą ubrani na czarno)... Nie ma Boga... Jest pośpiech, bieg, konsumpcja, zaspokajanie potrzeb fizjologicznych... Kupuję, żrę, szczę, sram, wyrzucam śmieci i odpadki... Trwam, ale jestem potwornie przerażony. Drżę, pocę się, duszę... - Kim już jestem? Kim zdaję się być? Kim chciałbym się stać i dlaczego?
Na każdym kroku czai się zagrożenie i śmierć.
Oplątuje mnie sieć fal elektromagnetycznych, które oddziałują na mój układ nerwowy. Telewizja, radio, internet, telefonia komórkowa, biochipy... Nieznani Zwierzchnicy... Iluminaci... Chcą zabrać mi imię i nadać numer - wszystko po to, by móc mnie namierzać, kontrolować, indoktrynować, niewolić... Wpływają na moją osobowość bez mojej wiedzy i zgody przez oddziaływanie na moje gusta i uczucia. Pragną zabrać mi duszę, zdolność samodzielnego myślenia...
Nowomowa... Ogłupiają społeczeństwa przez zmianę znaczenia słów i całych wyrażeń językowych... Demoralizują dzieci, młodzież i kobiety, propagują zboczenia przez mącenie w umysłach bożkiem wolności... Ich celem doprowadzić do ubezwłasnowolnienia społeczeństw; wytworzyć bierną, tępą, wyzbytą krytycyzmu milczącą, konsumpcyjną większość - maszynkę do glosowania... Agenci wpływu... Koryfeusze dezinformacji...
Przywdziewając maskę humanistycznego, charyzmatycznego autorytetu lekceważą Boga i popychają człowieka do podważania podstawowych zasad moralnych... Przekłamując rzeczywistość deformują obraz świata i fałszują historię. Z przekaźników sączą się zatrute treści... Wszędobylski egoizm - oni nie liczą się z nikim i z niczym: wszystko dla władzy, dla pieniądza...
strona zewnetrzna okładki słynnego albumu "In the Court of Crimson King" zespołu King Crimson
Korporacje szantażują rządy... Za pomocą zależnych od nich mediów urabiają społeczeństwa. Wolunarystyczni rewolucjoniści... Są wszędzie... Ich oręż: psychosocjologiczna manipulacja... W każdej dziedzinie, na każdym kroku... Wyprodukować jak najtaniej i jak najwięcej - dotrzeć do jak największej ilości ludzi, sprzedać w możliwie największej liczbie! Reklama: "wolne prawo wyboru" oddziałujące na podświadomość; skomasowany w atrakcyjnej, barwnej, uśmiechniętej formie cudowny, nierealny świat namawiający do kupowania bezwartościowych produktów... Ułuda, pozór, blichtr opakowany w kolorowy papierek... Wielki Brat ciągle sugeruje mi, imputuje, wmawia, narzuca - traktuje mnie jak towar... Lansowanie mód, upodobań i trendów skutkujące chorobami psychicznymi. Wszystko podporządkowane chęci zysku: schlebianie prostackim, przaśnym, prymitywnym gustom; mechanizacja i komputeryzacja życia... Propagowanie konsumpcyjnych nawyków i zachowań... Degrengolada kultury, sztuki... Kryzys wartości i rozdźwięk między oficjalną kulturą, a nurtami niszowymi, undergroundowymi, naruszającymi równowagę życia intelektualnego i emocjonalnego...
Z drugiej strony chemizacja rolnictwa: hormony w paszach...; zatruta, modyfikowana genetycznie i doprawiona pestycydami żywność. Plastikowe opakowania i toksyczne odpady... Zanieczyszczenie środowiska skutkujące pojawianiem się śmiertelnych chorób, wymagających stosowania produkowanych i propagowanych przez nich leków...
Wszystkie te działania są zintegrowane, sprzęgnięte, powiązane ze sobą... Naczynia połączone... Dopust Boży...
Wszechświatowy spisek: masoni, Żydzi... Umysłowość trzeciej fali... Wmawiają mi, że to nowoczesność, postęp... Równolegle dzieją się akty przemocy i terror... Powszechne poczucie zagrożenia, psychoza strachu... Niemożliwość ucieczki... Niemożność opuszczenia sytuacji...
- Tak - zdałem sobie sprawę, iż jestem w ramionach strachu.
Uświadomiłem sobie potęgę "Żyda"...
"Żyd" jest wszędzie - jest przyczyną wszystkich moich problemów. On odpowiada za ową papkę, jad sączący się z mediów. Straszy mnie wypadkami, chorobami, kalectwem, starością, plagami - wreszcie śmiercią... Pragnie zabrać mi duszę, zawładnąć moim umysłem. Sprawia, że moje życie jest takie puste i jałowe. To przez niego nie potrafię poradzić sobie z problemami codzienności: krzyżuje moje ścieżki, podkłada mi nogę, kiedy biegnę, wskazuje mi fałszywą drogę. Jest winien wszystkich moich porażek i niepowodzeń. Żeruje na mojej pracowitości, zdolnościach i ambicjach - on wie, jak to wykorzystać w swoim własnym, "żydowskim" interesie. Żyd" jest wszędzie - czyha gdzieś ukryty, przyczajony... Bezwzględny, okrutny, egoistyczny...
Opluwa to, co kocham... Kala to, co dla mnie najświętsze i najpiękniejsze, okrada mnie z moich marzeń i pragnień, odbiera mi moje sny. Zatruwa mój umysł przez relatywizowanie wartości: ośmiesza religię, patriotyzm, honor, miłość, wierność i poświecenie. Rozbija rodzinę... Podważa zaufanie do ludzi, którym wierzę, autorytet luminarzy kultury, polityków, duchownych... "Żyd" działa przez siatkę swoich agentów (tw) w społeczeństwie: przepoczwarzają się w mojego szefa, w mojego nauczyciela, wychowawcę, lekarza... Ci mnie źle leczą, tamci indoktrynują, używają i niesprawiedliwie oceniają... Upokarza mnie to i zawstydza...
"Żyd" na każdym kroku jątrzy, napuszcza jednych na drugich... Obciąża mnie winą za holocaust, manipuluje informacją... Propaguje środki antykoncepcyjne, aborcję i eutanazję (oczywiście "nie-"Żydów"). Dobija chorych w szpitalach, przedawkowywując i podmieniając leki; przywiązuje psychicznie do produkowanej przez siebie, naszpikowanej hormonami i chemią fast-foodowej żywności dodając do tych wszystkich hamburgerów, pizz i chickenów substancji uzależniających; podżega do złego: namawia do narkotyków, na których zarabia krocie, kusi mnie tanim alkoholem w sklepach monopolowych, popycha w stronę nałogu (później, gdy jestem pijany i muszę do toalety, sika do mojego piwa). Pożycza na lichwę, gdyż chce, abym był jego własnością...
Uwodzi, zabiera mi tych, których kocham, przekupuje moich przyjaciół, rozpuszcza o mnie fałszywe, kłamliwe plotki... Pisze na mnie donosy, zapisuje wszystkie wpadki. Obraża mnie: szafując "świętą krową" tolerancji przekonuje, że dobrze być ciotą. To łasi się chytrze, to za moimi plecami rzuca na mnie kalumnie, oszczerstwa... Podstępny, wredny, fałszywy...
Ja to wiem: "Żyd" zatruwa wodę w wodociągach (miesza ją z wodą z kanalizacji). Wstaję rano "Żyd" aplikuje mi codzienną dawkę destrukcyjnych informacji z kraju i ze świata. Zapowiada huragany, powodzie i epidemie. Wszechobecne cierpienie. Ostrzega mnie przed wyjściem na dwór, informując o niebezpieczeństwach, wypadkach, korkach na ulicach i smogach. Kiedy tego nie widzę, dodaje mi soli do herbaty, kawy lub - co gorsza - pluje mi do jedzenia. Spuszcza powietrze z dętek mojego roweru, dolewa wody lub dosypuje różnych świństw do baku w moim samochodzie, rysuje lakier karoserii. Posuwa moją kobietę (i moje panienki), gdy mnie nie ma w domu - ba - czyni to nawet wtedy, kiedy kocham się z nią (nie daj Boże, gdy zmuszony jestem przerwać akt i wyjść za potrzebą - wówczas wypełza z zakamarków i bezczelnie wykorzystuje sytuację!). Podgląda mnie, gdy się kąpię w wannie, masturbuję, śmieje się z moich niedoskonałości cielesnych i wad budowy...
Gdy mnie nie ma w domu lub kiedy śpię "Żyd" buszuje po moim mieszkaniu, grzebie po szafach, obwąchuje i fotografuje się w mojej bieliźnie i moich sukienkach. Chce znać moje najskrytsze tajemnice - zagląda do moich pamiętników, notatników i kalendarzy, sprawdza numery telefonów, przegląda moje pliki w komputerze, sprawdza wydruki bankowe. Chichocze, czytając moje wiersze. Korzysta z mojego telefonu (płacę wysokie rachunki). Psuje urządzenia AGD (RTV oszczędza, z uwagi na indoktrynację). Wyłącza bezpieczniki, kiedy mam dużo pracy wieczorem. Dziurawi parasole i plami najlepszą odzież... Plugawi moją szczoteczkę do zębów. Wyciska tubkę pasty od środka. Wkłada kawałki swoich paznokci do moich papierosów. Rozplenia w mieszkaniu mrówki faraona, pająki (brrr!), prusaki, karaluchy, pluskwy, pchły i inne owady biegające. Wpuszcza mole do szaf. Kiedy pracuję nad wynalazkiem lub epokowym dziełem zazdrosny "Żyd" chce mi je ukraść! Podpatruje moje techniki twórcze i kradnie pomysły... Karmi się moim talentem, moją pracą...
Taaaak... Najbardziej boję się zasnąć... Kiedy zasypiam, on nie zasypia - "Żyd" knuje, mataczy, kręci, mąci... Ja wiem, iż kiedy śpię wydłubuje mi plomby z zębów i posuwa pod nos swoje śmierdzące skarpetki. Wykrada mi pieniądze i karty kredytowe z portfela lub domowych skrytek. Lecz najgorsze jest, iż wówczas chce mnie podle wykorzystać, zerżnąć, użyć mnie dla swoich niecnych celów. Zabiera moje fetysze by móc oddziaływać na mnie tajemnymi, okultystycznymi mocami kabały i czarnej magii, powodując postępującą destrukcję psychiki - szczególnie, gdy się opieram, lub usiłuję mu się przeciwstawić. Zatruwa mój organizm. Obezwładnia ciało i umysł: czuję ból serca, mrowienia, tężenia mięśni... Mam trudności z oddychaniem...
Oszukiwać, ogłupiać, niewolić, więzić, znęcać się, torturować - oto "Żyd"! Wszędobylski, chytry, obłudny, chciwy, żądny władzy. Oto on - ojciec moich upadków, klęsk i porażek!
"Żyd"... Nieważne jak go - jak ich nazwiesz: Ordo Templi Orientis, Skull & Bones, Komisja Trójstronna, Opus Dei, Klub Bilderberg, Totenkopf, Wall Street - Broadway 120 - każde z osobna, wszyscy razem... Zamień "Żyd" na "faszysta", "komunista", "mason" - wszystko jedno. Dla obłędu nie ma to znaczenia.
Odczuwam emocjonalny niepokój, paraliżujący lęk, w końcu przerażenie... Biegunka... Moczę się... Nie mogę sobie poradzić z koszmarem, piekłem na ziemi, które stwarza mi "Żyd". Rozpacz. Jestem samotny w swojej walce z tym światem. Dwór szatana. On mnie z wolna ubezwłasnawalnia. Wciąga. Krępuje mnie poczucie zagrożenia, bezradności, bezsilności.
Rzygam. Wyszczerzone zęby. Boję się. Szok. Przeraźliwie wybałuszone oczy. Ohydnie wydęte nozdrza. Rzężę. Kropla krwi na śnieżnobiałej, miękkiej ścianie. Siedzę skulony w kącie mojego pokoju. Drżę. Lękam się każdej nadchodzącej minuty. To wszystko jest już nie do zniesienia. Mój lekarz (tw 14296!) twierdzi, iż nie ma już dla mnie ratunku...
Tekst: Piotr Saługa
Narodzinom Piotr Saługi w marcową noc 1964 roku towarzyszyły nadzwyczajne zjawiska: burza z błyskawicami i trzęsienie ziemi na Sodowej. Walnęły trzy pioruny, w tym jeden kulisty, który wystraszył ptastwo w kurniku u Bema. Na Galmanach zapadła się ziemia. Spadły trzy komety, na niebie pojawiła się trumna a przez Warpie przetoczyła się powietrzna trąba.
W Jaworznie szeptano, iż oto narodził się król. Ludowe bajania - gruntownie przygotowywany do panowania wymknął się z opiekuńczych ramion i uciekł w światy równoległe. Królował w czwartym i dalszych wymiarach, zgłębiając tajniki pradawnej wiedzy. Upadał i podnosił się. Bywał tu i tam. Słuchał niebiańskiej muzyki i dużo pisał. Powracając Stamtąd przynosił bruliony, zapisane maczkiem tajemniczych znaków i symboli, magicznych strof i dziwacznych zdań, z których część została opublikowana z okazji otwarcia nowego wieku. Powieść Maraton (Mamiko, 2001), osnuta na wątku poszukiwań korony koronacyjnej polskich królów (!), jest w istocie metaforą wypowiedzi na temat kryterium sensu, przez co stanowi osobistą dedykację autora dla człowieka stojącego u progu nowych czasów i nowego porządku.
Jest naukowcem, zatrudnionym w Instytucie Gospodarki Surowcami Mineralnymi i Energią Polskiej Akademii Nauk w Krakowie. Jesienią 2005 roku na Politechnice Wrocławskiej obronił tezy pracy doktorskiej pt. "Ocena górniczych projektów inwestycyjnych w aspekcie doboru stopy dyskontowej", która - za recenzją prof. dr. hab. Aleksandra Werona, wybitnego matematyka, dyrektora Centrum im. Hugona Steinhausa - "wyróżnia się wyjątkową dojrzałością, z jaką autor porusza się po obszarach z pogranicza różnych dziedzin wiedzy".
Bez reszty oddaje się historii, geografii historycznej, muzyce i przede wszystkim Rodzinie. Pasjonuje się przeszłością i dniem dzisiejszym Ukrainy i Kresów, gdzie ma wielu przyjaciół. Strategia małych kroków. Organiczna praca w kierunku unii.
Bywa tu i tam. Równoległe światy. Na niebie trumna, burza i trzęsienie ziemi. I choć króla nie ma, to właściwie nigdy nic nie wiadomo.