powrót do strony głównej
    _ Numer archiwalny: 01 _ Listopad 2005 - Spis treści 
powrót do strony głównejpowrót do strony głównej
   
wszystkie depesze
     
   





 
strona
 
powrót do numeru aktualnego
37
-->



czytelnia / liryka

 


 
     
  *
przez pryzmat logiki moja siostra umarła wczoraj w nocy
moja biedna siostra, co ją nazwałam przeznaczenie
czy wariatka, nie wiem już...
śliczne miała oczy, rumiane lica dwa i dwie piersi dorodne
cierpiąca, oddana misjonarka czarnych liści
czarnych sukien i czarnych...

nie, dla mnie ona zawsze była granatowa
na lekach odurzających, po nich mniej płakała, wiesz?
mówiła to tylko ciało, tylko mięśnie, tylko papier
ja już nie jestem dla siebie, bo mnie nie ma

Martyna strzeż się, pielęgnuj radość, którą nosisz w sobie
rany polej mlekiem i uciekaj!
ty jeszcze możesz, tobie oczy jeszcze błyszczą
mnie już Bóg nie przyjmie, ja jestem bezimienna
ja już wyhandlowałam
ja już straciłam
bezwzględność pierzchła
nie idź za mną... śmieszna sprawa, wcale jej nie posłuchałam
 


  *
wczoraj w nocy ukradliśmy dom państwa nieżywych
gdzie na herbacianych ścianach trawy jeszcze mokre
listy miłosne zjadane w tramwaju
i zgubione rękawiczki
zapałki nie od pary porcelanowe fotografie
przygwoździliśmy cielesne grzechy
by nie zbierać ich z podłogi
płochliwie szukaliśmy uchylonych drzwi
i okien ukrzyżowanych na dwóch sznurkach
a oni płaczą pod naszymi palcami
skomlą miedzy cegłą i cegłą
mysie ogonki spuszczają
moje ciało jest bardziej sarną niż pegazem?
spójrz - cień na ścianie
rozkłada skrzydła lękliwie
włosy rozpuszcza by ogrzać nimi szyję odrzucaną
majestatycznie
wniebowstąpieni i zmartwychwstali ponownie
przyciskamy do skóry
martwe oczy państwa nieżywych
 



  *
powierzchnia kawy zmarszczyła się, niczym prześwit na rogu nieba ten wczorajszy stoi mi przed oczami uparcie, westchnęłam
przemijam świecie
kruszę na drobne kawałki, wybieram ziarna
które i tak nie wykiełkują
uboga w słowa, myśli

...i stworzył mężczyznę
zachorzała męskość
nieobecna w promieniu stu tysięcy jeden kilometrów na wschód
oddzieleni od siebie znaczeniem nie płaczemy przecież
a jeśli już, to w ukryciu spuszczamy girlandy

nigdy nie wtulę się w szyję na środku świata
dzielę ją z połową ludzkości, gdyby nie fakt, że ona też ma biodro odsłonięte spałabym spokojnie
mur
 



  *
spójrz ja piersi noszę dla ciebie
przecież gdyby nie ty
już dawno bym je zdjęła
powiesiła w szafie na drewnianym kołeczku
w palcoszczelność zawinęła
rocznik z pamiętnej zimy
kiedy oswajałeś drżące
brałeś do dłoni jak gołębie
a one rosły archanielskie złote
wybiegały na głos pasterza
kołysane melodią słodką
przytańczone tobą jak mi się zdaje
z tkaniny warg pieszczotliwych
przygarnięte w płaszcz twój popielaty
ogrzewałeś po kryjomu zwinięte w kłębek
nieogarnięte a w południe pan w stalowym kapeluszu jak gdyby nigdy nic zabrał je w pudełku po paczkach z dziką różą
 


  *
nie wiem, to mi wyglądało na Syberię
teleportacja nie była do końca udana
chyba dlatego, że mały palec w rękawiczce był dziurawy
portal lodowy przetestowany
przezroczysty sopel i tysiąc podobnych
futro zamiast wełny
wełna zamiast łatającego dywanu
oddech zamrożony zanim wydostał się z kokonu
biel, biel, biel i...moje stopy otwarte przed połowem
przestrzeń ciszy i modlitwy utkanej z zaśnieżonej pajęczyny trąby grają na znak lata
 


  *
nie sądźcie naszego nienarodzonego dziecka
bo nie poczęliśmy go dla czasów
między kołyską jest pieszczota między pieszczotą objawienie
nasz syn z czasów przyszłych był piękny jak angielski książę
poczęty z łona w krwawą sobotę
kiedy przyjechał cyrk do miasta
jak oliwka wykluł się zawrzeszczał i umarł na ręce
a potem zjedliśmy go owiniętego w sałatę
miał niebieskie oczka jak dwa kamyczki
dwie rączki miał nawet śliczne
ale chciał spaść na świat kiedy już
nikt nie będzie wpychał w szczeliny chodnika słów takich jak
r e s z t k i c i e r p i e n i e i ś l e p o t a
tymczasem przesyła nam pozdrowienia z wakacji
stwierdziliśmy miło z jego strony
 
 
 

Martyna Aleksandra Paszkowska

obsesyjna pożeraczka marchewek w każdym stanie skupienia, z reguły nie praktykująca czesania

 

do następnej strony
   Hosting: supremum group
design:  zalibarek