powrót do strony głównej
    _ Numer archiwalny: 01 _ Listopad 2005 - Spis treści 
powrót do strony głównejpowrót do strony głównej
   
wszystkie depesze
     
   




   
 
strona
 
powrót do numeru aktualnego
31
-->
   
   
   


Moebius (fragment "Wprowadzenia do albumu "Feralny Major")

puzdro krytyczne
autor:
zalibarek


O metodzie automatycznego zapisu - czyli rewolucyjnym patencie Andre Bretona na uwalnianie nieobrobionych ciągów myślowych z podświadomości - już wielokrotnie pisałem. Ale nigdy nie brałem się za ten temat w kontekście komiksu. I chyba sam ociec chrzestny trupy surrealistów nie przewidział, jakie medium może wchłonąć założenia zawarte w jego manifestach.

Album Moebiusa "Feralny Major" wydany w tym roku w Polsce (na który składają się dwie części: "1: Garaż Hermetyczny" i "2: Człowiek z Ciguri") jest bowiem precyzyjnym odzwierciedleniem założeń 'automatic writing'. Luźne skojarzenia wysupłane z nadpobudliwej wyobraźni rysownika układają się w sekwencje poskładane do kupy chyba tylko w wyniku potężnej kosmicznej pomyłki. Widoczne dążenie Moebiusa do osiągnięcia stanu szczególnego natężenia woli i umysłu w celu uwolnienia z zakamarków umysłu ukrytych zasobów myślowych - wyciąganych wybiórczo, bez żadnego klucza - zaowocował w postaci swobodnie dryfującej fabuły. Dokąd prowadzą ją zwodnicze prady? Tego nigdy nie wiedział nawet autor: ani w chwili tworzenia, ani obecnie - ponad trzydzieści lat po stworzeniu "Feralnego Majora". Warto zaznaczyć, iż automatyzm stosowany w malarstwie i innych afabularnych konwencjach jest bardziej adekwatny i przyswajalny - gdy tylko zaś pojawia sie wymóg ujęcia przekazu w fabułę, trzeba się sporo napocić, aby galopujące dyktando myśli - wolne od wszelkiej kontroli rozumu - zszyć w przyczynowo-skutkową materię. I o tych moebiusowych łamańcach będzie niniejszy artykuł. A może również o majorze Grubercie, garażu hermetycznym, statku "Ciguri", błogoaniołach, wymiarach równoległych... zresztą, nie uprzedzajmy faktów.
 
Najpierw poddajmy postać samego autora wnikliwym oględzinom. 'Moebius' to tylko pseudonim artystyczny francuskiego artysty o prawdziwej tożsamości Jean Giraud (pseudonim zapożyczony od niemieckiego matematyka Augusta Ferdynanda Moebiusa - tego od słynnej 'wstegi Moebiusa', która przeszła do zbiorowej świadomości jako symbol nieskończoności). Urodził się 8 maja 1938 roku. Po dwóch latach nauki w szkole sztuk użytkowych zajął się rysowaniem komiksów. Jego pierwsza samodzielna seria, którą podpisywał jeszcze jako Giraud, to "Blueberry": serial w klimatach klasycznego westernu - awanturnicza saga o niesfornym poruczniku kawalerii, rzetelnie narysowana i epicko, realistycznie oddana. Wtedy też zaczął się krystalizować styl Girauda-Moebiusa, a jego kreska przybrała charakterystyczne cechy: ekspresyjna ornamentyka, wyraźny obrys (konwencja 'ligne claire'), różnicowanie waloru przy pomocy drobnych kreseczek i kropek, skłonność do 'miękkich' i obłych form. Seria o Blueberrym przyniosła Giraudowi pozycję mocnego wyjadacza na komiksowym rynku europejskim (ostatnio nawet została zekranizowana) i umożliwiła mu szalone artystyczne eksperymenty formalne na pojemnym gatunku, jakim jest komiks. Wtedy też objawił się światu jako enigmatyczny Moebius.

Poczatkowo współpracował z pismem "Hara-Kiri", gdzie odważył się na odejście od poprawności komiksów dla młodzieży. Elementy przewrotnego czarnego humoru, niestronienie od okrucieństwa i erotyki oraz konsumpcja grzybków halucynogennych dały kolejne komiksowe produkcje nasycone elementami SF w magazynach "Pilote", "Spirou", "Heavy Metal" i piśmie założonym przez Moebiusa "Metal Hurlant". W drugiej połowie lat 70-tych powstały jego sztandarowe oniryczne dzieła, które zmieniły oblicze współczesnego komiksu i natchnęły wielu innych twórców (m.in. Enkiego Bilala): "Arzach" (1976), "Biały koszmar" (1977), "Oczy kota" (1978). Wtedy też wydano album "Feralny Major", który zawierał krótkie historyjki publikowane cyklicznie w "Metal Hurlant".

Kadr z komiksu "Feralny Major" Moebiusa, wydawnictwo Egmont Polska, 2005
 
Gdyby ktoś podjął się krótkiego streszczenia "Feralnego Majora" musiałby sprostać nielada karkołomnemu zadaniu. Jak wspomina autor, komiks był tworzony według, zdawałoby się niektórym, osobliwej metodologii:

Wieczorami, w domu, rysowałem w zeszycie swoją historię. Kadr po kadrze, strona po stronie, bez szkiców, bez z góry ustalonego scenariusza, a przygoda rozrastała się i rozrastała... Pewnego dnia zdałem sobie sprawę, że narysowałem przeszło czterdzieści plansz (...) Czesto znajdowałem się wtedy w stanie lekkiej egzaltacji... Kończyłem późno w nocy, w chwili, gdy padałem ze zmęczenia. A rano znajdowałem absurdalne lub nieciekawe plansze... Czasem zdarzało się, że do niektórych z nich dorabiałem dalszy ciąg, by powstały historie cztero- lub sześciostronicowe. Początki "Garażu" były właśnie takie. W moim umyśle dwie pierwsze plansze tego albumu narodziły się w formie żartu rysunkowego, dowcipu, mistyfikacji, które nie mogły i nie powinny prowadzić donikąd, które nie wymagały żadnego dalszego ciągu." *1
 
   
Kadr z komiksu "Feralny Major" Moebiusa, wydawnictwo Egmont Polska, 2005
   

Osoby zajmujące się komiksem cześciej niż w pierwszą niedzielę miesiąca, pamiętają początki swoich zmagań z warsztatem. Rysowanie bez przygotowań to dla nich żadna nowość. Przez wiele lat krytykowane to było w Polsce w ramach 'dyskursu wokółkonkursowego' (Grand Prix na krótką formę komiskową na Konwencie Komiksu w Łodzi). Mówiono, że brakuje młodych twórców, którzy podpierają się solidnym scenariuszem i że zamiast metodycznego podejścia do tworzenia historii obrazkowych hołdują spontanicznemu, niecierpliwemu tworzenia 'na żywioł' - szczątkowe fabuły, ekspresjonistyczne potraktowanie scenariusza, improwizowane zdarzenia. Te wszystkie zarzuty w przypadku komiksu Moebiusa prezentują się jako niewątpliwe znamiona geniuszu najwyższej próby. Umiejętność wykoślawiania świata, sprawiania iż błahe wydarzenia wyrastają na spektakle o wielkim znaczeniu dla całego wszechświata (Moebiusa), zaludnionego przez postaci z bajek odległych od siebie o lata świetlne. Zwraca też uwage, z jakim mistrzostwem Moebius wykorzystuje popkulturalny surowiec: cały zestaw nawiązań do konwencji Science-Fiction, z jej nieśmiertelnymi gadżetami i zmodyfikowaną na potrzeby historii pseudo-naukową terminologią ("efekt Mullera-Seltzera", "projektor czastek o podwójnej polaryzacji chromatycznej", "okoczujnik", "katastrofa entropiczna"). Nawet terminy funkcjonujące w fizyce i mające bardzo sprecyzowane znaczenie (hiperprzestrzeń, wymiar, energia) u Moebiusa nabierają zupełnie innych znaczeń: puchną od metafizyki. Tak jak ma to miejsce w języku New Age, który Giraud parodiuje. Ucieka się również do zapożyczeń świadomie kiczowatych (z filmów SF klasy B, pulpowych awanturniczych czytadeł, komiksów o superbohaterach). Moebius czesto zaznaczał, iż pragnął też wyrazić swój dualistyczny stosunek do superbohaterów: z jednej strony herosi w kolorowych trykotach jawili mu się jako kreacje infantylne, z drugiej były "ucieleśnieniem naszych najgłębszych marzeń o sprawiedliwości, lataniu". Czyli czerpie też artysta z całej bogatej domeny dzieciństwa.

Jednak nawet najbardziej kiczowate elementy scenariusza wrzucone do pojemnego worka, jakim jest świat Garażu Hermetycznego, nabierają szczególnego znaczenia, stają się majestatycznym oznaczeniem etapu wędrówki głównego bohatera - Majora Gruberta - ezoterycznego odkrywcy w hełmie z tropikiem, który wyruszył na wielowymiarowe poszukiwania Jerrego Cornelisua, właściciela Garażu Hermetycznego. Nie przeszkadza nam w zupełności to, iż przygody na etapach jego podróży są tylko przyczynkiem do zabaw stylistycznych, demonstracji sił twórczych i nieograniczonej wyobraźni, która produkuje fantastyczne scenerie, pojazdy, postaci i oniryczne sytuacje: latanie, niezwykłe przemiany, kosmiczne zjawiska, nagłe zmiany scenografii.

Co więcej, objawia się nam w trakcie czytania prawda o Majorze Grubercie: jest on alter ego Moebiusa: ubranego w strój odkrywcy tropików Stwórcy - kreatora wirtualnych wymiarów na karcie komiksu. Oraz zaopatrzonego w piórko i gwasze stratega, architekta, planisty, scenografa, Mesjasza. Komiksowy demiurg szaleje, miesza konwencje rysunkowe, zręcznie przechodzi od realizmu do karykaturalnej groteski. Jak pisze Wojciech Birek *2: "cała ta jakże wzniosła warstwa symboliczno-archetypiczna zostaje szczęśliwie przełamana humorem i autoparodią, widocznymi nie tylko w niekończącej się grze ze stałymi elementami komiksu odcinkowego (winieta tytułowa, streszczenie, sygnatura itp.), ale i w sposobie traktowania poszczególnych wątków i postaci, jakże często parodiujących ograne chwyty i schematy..."

Na ten komiks czekałem bardzo długo. Wreszcie również i w Polsce możemy zajrzeć pod zakreskowaną kotarę Moebiusowego świata. W końcu możemy wstawić na półkę kamień milowy europejskiego komiksu, ktory przyczynił się wydatnie do radykalnego przełomu w fabularnej sztuce obrazkowej połowy lat 70-tych. To namacalny dowód na sprawiedliwe czołowe miejsce komiksu wśród innych sztuk wizualnych.

Zalibarek





1 - Moebius, Wprowadzenie do albumu Garaż Hermetyczny * tenże, [w] Feralny Major, Wydawnictwo Egmont, 2005, s. 3
2 - Wojciech Birek, Posłowie * Moebius, [w] Feralny Major, Wydawnictwo Egmont, s. 173
 






'Feralny Major'
z cyklu: Mistrzowie Komiksu

Scenariusz: Moebius
Rysunek: Moebius
Wydawnictwo: Egmont
Rok wydania polskiego: 3/2005
Tytuł oryginalny: Le Garage hermétique
Wydawca oryginalny: Les Humanoides Associés
Liczba stron: 176
Format: A4
Oprawa: twarda
Papier: kredowy

Cena z okładki: 99 zł
















do następnej strony
   Hosting: supremum group
design:  zalibarek