|
|
| |
|
|
 |
| |
|
| |
|
| |
|

Moebius (fragment "Wprowadzenia do albumu "Feralny Major") |
puzdro krytyczne
autor: zalibarek
O metodzie automatycznego zapisu - czyli rewolucyjnym patencie Andre Bretona na uwalnianie nieobrobionych ciągów myślowych z podświadomości - już wielokrotnie pisałem. Ale nigdy nie brałem się za ten temat w kontekście komiksu. I chyba sam ociec chrzestny trupy surrealistów nie przewidział, jakie medium może wchłonąć założenia zawarte w jego manifestach.
Album Moebiusa "Feralny Major" wydany w tym roku w Polsce (na który składają się dwie części: "1: Garaż Hermetyczny" i "2: Człowiek z Ciguri") jest bowiem precyzyjnym odzwierciedleniem założeń 'automatic writing'. Luźne skojarzenia wysupłane z nadpobudliwej wyobraźni rysownika układają się w sekwencje poskładane do kupy chyba tylko w wyniku potężnej kosmicznej pomyłki.
Widoczne dążenie Moebiusa do osiągnięcia stanu szczególnego natężenia woli i umysłu w celu uwolnienia z zakamarków umysłu ukrytych zasobów myślowych - wyciąganych wybiórczo, bez żadnego klucza - zaowocował w postaci swobodnie dryfującej fabuły. Dokąd prowadzą ją zwodnicze prady? Tego nigdy nie wiedział nawet autor: ani w chwili tworzenia, ani obecnie - ponad trzydzieści lat po stworzeniu "Feralnego Majora". Warto zaznaczyć, iż automatyzm stosowany w malarstwie i innych afabularnych konwencjach jest bardziej adekwatny i przyswajalny - gdy tylko zaś pojawia sie wymóg ujęcia przekazu w fabułę, trzeba się sporo napocić, aby
galopujące dyktando myśli - wolne od wszelkiej kontroli rozumu - zszyć w przyczynowo-skutkową materię. I o tych moebiusowych łamańcach będzie niniejszy artykuł. A może również o majorze Grubercie, garażu hermetycznym, statku "Ciguri", błogoaniołach, wymiarach równoległych... zresztą, nie uprzedzajmy faktów.
|
| |
|
Najpierw poddajmy postać samego autora wnikliwym oględzinom. 'Moebius' to tylko pseudonim artystyczny francuskiego artysty o prawdziwej tożsamości Jean Giraud (pseudonim zapożyczony od niemieckiego matematyka Augusta Ferdynanda Moebiusa - tego od słynnej 'wstegi Moebiusa', która przeszła do zbiorowej świadomości jako symbol nieskończoności). Urodził się 8 maja 1938 roku. Po dwóch latach nauki w szkole sztuk użytkowych zajął się rysowaniem komiksów. Jego pierwsza samodzielna seria, którą podpisywał jeszcze jako Giraud, to "Blueberry": serial w klimatach klasycznego westernu - awanturnicza saga o niesfornym poruczniku kawalerii, rzetelnie narysowana i epicko, realistycznie oddana. Wtedy też zaczął się krystalizować styl Girauda-Moebiusa, a jego kreska przybrała charakterystyczne cechy: ekspresyjna ornamentyka, wyraźny obrys (konwencja 'ligne claire'), różnicowanie waloru przy pomocy drobnych kreseczek i kropek, skłonność do 'miękkich' i obłych form. Seria o Blueberrym przyniosła Giraudowi pozycję mocnego wyjadacza na komiksowym rynku europejskim (ostatnio nawet została zekranizowana) i umożliwiła mu szalone artystyczne eksperymenty formalne na pojemnym gatunku, jakim jest komiks. Wtedy też objawił się światu jako enigmatyczny Moebius.
Poczatkowo współpracował z pismem "Hara-Kiri", gdzie odważył się na odejście od poprawności komiksów dla młodzieży. Elementy przewrotnego czarnego humoru, niestronienie od okrucieństwa i erotyki oraz konsumpcja grzybków halucynogennych dały kolejne komiksowe produkcje nasycone elementami SF w magazynach "Pilote", "Spirou", "Heavy Metal" i piśmie założonym przez Moebiusa "Metal Hurlant". W drugiej połowie lat 70-tych powstały jego sztandarowe oniryczne dzieła, które zmieniły oblicze współczesnego komiksu i natchnęły wielu innych twórców (m.in. Enkiego Bilala): "Arzach" (1976), "Biały koszmar" (1977), "Oczy kota" (1978). Wtedy też wydano album "Feralny Major", który zawierał krótkie historyjki publikowane cyklicznie w "Metal Hurlant". |

Kadr z komiksu "Feralny Major" Moebiusa, wydawnictwo Egmont Polska, 2005 |
|
| |
Gdyby ktoś podjął się krótkiego streszczenia "Feralnego Majora" musiałby sprostać nielada karkołomnemu zadaniu. Jak wspomina autor, komiks był tworzony według, zdawałoby się niektórym, osobliwej metodologii:
Wieczorami, w domu, rysowałem w zeszycie swoją historię. Kadr po kadrze, strona po stronie, bez szkiców, bez z góry ustalonego scenariusza, a przygoda rozrastała się i rozrastała... Pewnego dnia zdałem sobie sprawę, że narysowałem przeszło czterdzieści plansz (...) Czesto znajdowałem się wtedy w stanie lekkiej egzaltacji... Kończyłem późno w nocy, w chwili, gdy padałem ze zmęczenia. A rano znajdowałem absurdalne lub nieciekawe plansze... Czasem zdarzało się, że do niektórych z nich dorabiałem dalszy ciąg, by powstały historie cztero- lub sześciostronicowe. Początki "Garażu" były właśnie takie. W moim umyśle dwie pierwsze plansze tego albumu narodziły się w formie żartu rysunkowego, dowcipu, mistyfikacji, które nie mogły i nie powinny prowadzić donikąd, które nie wymagały żadnego dalszego ciągu." *1 |
| |
|
| |
|

Kadr z komiksu "Feralny Major" Moebiusa, wydawnictwo Egmont Polska, 2005 |
| |
|
Osoby zajmujące się komiksem cześciej niż w pierwszą niedzielę miesiąca, pamiętają początki swoich zmagań z warsztatem. Rysowanie bez przygotowań to dla nich żadna nowość. Przez wiele lat krytykowane to było w Polsce w ramach 'dyskursu wokółkonkursowego' (Grand Prix na krótką formę komiskową na Konwencie Komiksu w Łodzi). Mówiono, że brakuje młodych twórców, którzy podpierają się solidnym scenariuszem i że zamiast metodycznego podejścia do tworzenia historii obrazkowych hołdują spontanicznemu, niecierpliwemu tworzenia 'na żywioł' - szczątkowe fabuły, ekspresjonistyczne potraktowanie scenariusza, improwizowane zdarzenia. Te wszystkie zarzuty w przypadku komiksu Moebiusa prezentują się jako niewątpliwe znamiona geniuszu najwyższej próby. Umiejętność wykoślawiania świata, sprawiania iż błahe wydarzenia wyrastają na spektakle o wielkim znaczeniu dla całego wszechświata (Moebiusa), zaludnionego przez postaci z bajek odległych od siebie o lata świetlne. Zwraca też uwage, z jakim mistrzostwem Moebius wykorzystuje popkulturalny surowiec: cały zestaw nawiązań do konwencji Science-Fiction, z jej nieśmiertelnymi gadżetami i zmodyfikowaną na potrzeby historii pseudo-naukową terminologią ("efekt Mullera-Seltzera", "projektor czastek o podwójnej polaryzacji chromatycznej", "okoczujnik", "katastrofa entropiczna"). Nawet terminy funkcjonujące w fizyce i mające bardzo sprecyzowane znaczenie (hiperprzestrzeń, wymiar, energia) u Moebiusa nabierają zupełnie innych znaczeń: puchną od metafizyki. Tak jak ma to miejsce w języku New Age, który Giraud parodiuje. Ucieka się również do zapożyczeń świadomie kiczowatych (z filmów SF klasy B, pulpowych awanturniczych czytadeł, komiksów o superbohaterach). Moebius czesto zaznaczał, iż pragnął też wyrazić swój dualistyczny stosunek do superbohaterów: z jednej strony herosi w kolorowych trykotach jawili mu się jako kreacje infantylne, z drugiej były "ucieleśnieniem naszych najgłębszych marzeń o sprawiedliwości, lataniu". Czyli czerpie też artysta z całej bogatej domeny dzieciństwa.
Jednak nawet najbardziej kiczowate elementy scenariusza wrzucone do pojemnego worka, jakim jest świat Garażu Hermetycznego, nabierają szczególnego znaczenia, stają się majestatycznym oznaczeniem etapu wędrówki głównego bohatera - Majora Gruberta - ezoterycznego odkrywcy w hełmie z tropikiem, który wyruszył na wielowymiarowe poszukiwania Jerrego Cornelisua, właściciela Garażu Hermetycznego. Nie przeszkadza nam w zupełności to, iż przygody na etapach jego podróży są tylko przyczynkiem do zabaw stylistycznych, demonstracji sił twórczych i nieograniczonej wyobraźni, która produkuje fantastyczne scenerie, pojazdy, postaci i oniryczne sytuacje: latanie, niezwykłe przemiany, kosmiczne zjawiska, nagłe zmiany scenografii.
Co więcej, objawia się nam w trakcie czytania prawda o Majorze Grubercie: jest on alter ego Moebiusa: ubranego w strój odkrywcy tropików Stwórcy - kreatora wirtualnych wymiarów na karcie komiksu. Oraz zaopatrzonego w piórko i gwasze stratega, architekta, planisty, scenografa, Mesjasza. Komiksowy demiurg szaleje, miesza konwencje rysunkowe, zręcznie przechodzi od realizmu do karykaturalnej groteski. Jak pisze Wojciech Birek *2: "cała ta jakże wzniosła warstwa symboliczno-archetypiczna zostaje szczęśliwie przełamana humorem i autoparodią, widocznymi nie tylko w niekończącej się grze ze stałymi elementami komiksu odcinkowego (winieta tytułowa, streszczenie, sygnatura itp.), ale i w sposobie traktowania poszczególnych wątków i postaci, jakże często parodiujących ograne chwyty i schematy..."
Na ten komiks czekałem bardzo długo. Wreszcie również i w Polsce możemy zajrzeć pod zakreskowaną kotarę Moebiusowego świata. W końcu możemy wstawić na półkę kamień milowy europejskiego komiksu, ktory przyczynił się wydatnie do radykalnego przełomu w fabularnej sztuce obrazkowej połowy lat 70-tych. To namacalny dowód na sprawiedliwe czołowe miejsce komiksu wśród innych sztuk wizualnych.
Zalibarek
|
| |

1 - Moebius, Wprowadzenie do albumu Garaż Hermetyczny * tenże, [w] Feralny Major, Wydawnictwo Egmont, 2005, s. 3
2 - Wojciech Birek, Posłowie * Moebius, [w] Feralny Major, Wydawnictwo Egmont, s. 173 |
| |
|
'Feralny Major'
z cyklu: Mistrzowie Komiksu
Scenariusz: Moebius
Rysunek: Moebius
Wydawnictwo: Egmont
Rok wydania polskiego: 3/2005
Tytuł oryginalny: Le Garage hermétique
Wydawca oryginalny: Les Humanoides Associés
Liczba stron: 176
Format: A4
Oprawa: twarda
Papier: kredowy
Cena z okładki: 99 zł
|
 |
|
|
|