|
|
| |
|
|
|
| |
|
| |
|
| |
|
puzdro krytyczne
Ian płacze wielkimi krwawymi łzami. Obejmuje dla swojej wygody ciało Żołnierza. Ciemność. Światło. Ian leży bardzo spokojnie, osłabł z głodu. Ciemność. Światło. Wyrywa krzyż z podłogi, wyrzuca deski i wyjmuje ciało niemowlęcia. Zjada je. Włazi w dziurę i kładzie się, z głową wytkniętą nad podłogę. Umiera z ulgą.
Jakbyśmy tego nie nazwali, to nie ma wątpliwości co do jednego: to teatr, który dotyka. Powiem więcej: uderza i zostawia blizny. Ale kto u diabła tak brutalnie obchodzi się z naszą wyobraźnią? Jakie ma do tego prawo?
To Sarah Kane - to jej krzyk - zdaje się nas pożerać i rozrywać, jakby zwalczał igłę gołym nerwem. Porusza, przebija, wykrwawia. Wypycha źrenice żrącymi, jak nierozcieńczony HCl, obrazami - klatka po klatce. Gwałt. Przemoc. Brud. Kanibalizm. Wojna. Obojętność. Perwersja. Seks. Tak, to tylko niektóre ze scen, z których utkana jest pierwsza sztuka S. Kane "Zbombardowani" (Blasted). Sama dramatopisarka, obłąkana Angielka i niezrównoważona psychicznie lesbijka, w końcu: 28-letnia samobójczyni, wywołała w polskich mediach falę skandalu. Jej sztuki pojawiły się z etykietką brutalizmu i pornografii. Ludzie wybiegali z teatru, trzaskając drzwiami, wstawali podczas spekatklu z krzykiem, albo zamykali oczy. Odczuwali obrzydzenie, którego nie czują nawet wówczas, gdy Wiadomości podają przerażające dane statystyczne. Nie krzywią się na myśl o faktach. Paradoks? Absurd? Globalna dulszczyzna? Nadrealizm w racjonalnych głowach tysięcy zdroworozsądkowych ludzi? Chyba tak. Prawda jest tym smutniejsza, że dotyczy tak samo każdego z nas.
Przeprowadźmy więc mały test, proste doświadczenie fizyczno-socjologiczne, badające reakcję naszego mózgu na określony bodziec.
Tym bodźciem niech będzie obraz.
|
| |
| |
| |
Bodziec_1: Apartament hotelowy Leeds. Na zewnątrz toczy się wojna. Jej ucieleśnieniem jest anonimowy żołnierz, który wdziera się do pokoju i dokonuje na jednym z bohaterów wszystkich tych zbrodni, jakich przedstawiciele wrogiej armii dopuścili się na jego dziewczynie. Luksusowy hotel zamienia się w scenę wojny domowej. Żołnierz terroryzuje i gwałci wspomnianego wcześniej bohatera, potem wysysa mu oczy, zjada je i strzela sobie w łeb.
Reakcja: Szok. Mdłości. Niepokój. Lęk. Złość. Wstrząs anafilaktyczny.
Bodziec_2: Wiadomości na TVP1. Relacja z wojny w Jugosławi. Zdjęcie kobiety powieszonej na drzewie.
Reakcja: Brak (w socjologii: obojętność)
|
|
Żyjcie w przekonaniu, że świat jest z natury dobry, a zło to tylko jeden z tematów niekończących się wywodów znudzonych filozofów i że zamachy bombowe to w rzeczywistości próby testowania wytrzymałości budynków, a kamikadze ćwiczą odwagę. |
|
|
"Nagle straciłam całe zainteresowanie dla sztuki, którą pisałam. Chciałam teraz napisać o tym, co właśnie zobaczyłam w telewizji" - pisze Sarah Kane. Ale co takiego zobaczyła? Powieszoną Jugosławiankę na tle oblężonej Srebrenicy!
A co ze sceną "wysysania oczu", okrzykniętą przez publiczność i krytykę najbardziej barbarzyńską ze wszystkich innych? Otóż, Sarah Kane wcale jej nie wymyśliła! Zaczerpnęła ją z książki Billa Buforda o przemocy na brytyjskich stadionach piłkarskich. Buford opisał przypadek policjanta, który podawał się za kibica Manchester United i został zdemaskowany. Jeden z kibiców wyssał mu oko, odgryzł, wypluł na podłogę i tak go zostawił.
___________
Wynik doświadczenia: Oto certyfikat naszej mentalności!
___________
Zdarza się, że odgrywamy role, które tłamszą naszą prymarną wrażliwość, naszą naturalną osobowość. A może ta mikromanipulacja nie "zdarza się", ale jest chroniczna? Robimy to, co wypada, czego inni oczekują, wsłuchani w ich oddech. A oni? A my? A nasz oddech? Czy on ma jeszcze znaczenie? Czy ważne są nasze uczucia? A gdzie się podziała nasza wrażliwość? Kwadratowe koło?!
To bezczelność, z jaką autorka odziera rzeczywistość ze złudzeń, z udawanych uczuć, rzekomych mądrości i fałszywych ideologii, tak nas uderza. Doznajemy wstrząsu, jak po wstrzyknięciu obcogatunkowego białka - ale to białko serwowane przez sztuki Sarah nie jest obce! To rzeczywistość, która nas otacza, którą tworzymy, a której doświadczamy właśnie teraz, przefiltrowaną przez środek wyrazu w dramacie, uderzająca nas swą treścią! Jej dramaty pokazują nas - nagich wobec prawdy - nagich wobec dokonanego dzieła. |
|
 |
___________
Hanna Krall zauważyła: "Sarah Kane opowiada o świecie, w którym człowiekowi wszystko wolno. Kiedy wszystko wolno, to na końcu jest śmierć. Zadana innym albo samemu sobie. Sarah Kane zabiła siebie z taką samą bezwzględnością, z jaką traktowała bohaterów swojego teatru. Życie i teatr Sary Kane przypominają, że trzeba chronić człowieka przed nim samym. Można to powiedzieć prościej. Sarah Kane uczy nas, dlaczego potrzebny jest Bóg."
No właśnie! My już dawno zapomnieliśmy po co jest Bóg. A ona nas wybudza, potrząsa nami, ona nam przypomina... Mówi: Patrz! I otwiera nam oczy... Dlatego to, tak boli...
Skoro tak, to może czas na chwilę refleksji, chwilę szczerości wobec samego siebie? Spojrzenie w lustro i otworzenie oczu nie poza, lecz przed własnym odbiciem? Może fakt, że ona potrafi, ona naprawdę potrafi (!), zmusić nas do głębszego odczuwania, sprawi, że poczujemy chęć, żeby te obsceny, rynsztokowe obrazy z marginesu, marginesu, który jak na ironię przecina centrum naszego quasi-człowieczeństwa, żeby one wwiercały nam się w mózg, w nasze cogito i nasze homo sum, humani nihil a me alienum puto, i żeby po raz kolejny zrobiło nam się niedobrze? Może to właśnie byłoby tym pożądanym katharsis, zaczynającym się w momencie zakwestionowania wartości przez obraz? Doświadczenie moralnej próby, która zostawia znaki w naszym skamieniałym sercu tylko wtedy, kiedy cierpimy?
___________
Jest jednak wielu takich, którzy uważają, że to czym epatuje Sarah w swoich dramatach, to wynik delirycznych wizji i narkotykowego głodu i nic poza tym. Że jest niewiarygodna, przesycona brutalnością i wulgarnością, że tak naprawdę wszystko przejaskrawia, eksponuje, pozbawia jakichkolwiek ciepłych barw. Owszem, można przyjąć takie uproszczenie. I nawet więcej: można żyć w błogiej nieświadomości, albo przekonaniu, że przecież wojen nie ma, ludzie nie chodzą po ulicach z karabinami, dzieci nie cierpią głodu, seks nie stał się tylko i wyłącznie fizjologicznym zaspokajaniem własnych potrzeb, perwersja nie stała się rzeczą powszechną i normalną, kibole na stadionach siedzą grzecznie i nie wyrywają krzeseł i że Kane to wszystko wymyśliła, żeby medialnie zaistnieć...
Jeśli tak myślicie, to proszę bardzo. Żyjcie w przekonaniu, że świat jest z natury dobry, a zło to tylko jeden z tematów niekończących się wywodów znudzonych filozofów i że zamachy bombowe to w rzeczywistości próby testowania wytrzymałości budynków, a kamikadze ćwiczą odwagę. Brońcie przestępców i usprawiedliwiajcie tysiącami chorób i zaburzeń psychicznych, albo masową indoktrynacją Diabła? Rządu? Potwora? Wolno Wam. Ale co odpowiedziałaby Sarah pod obstrzałem tych wszystkich gromów?
Moja sztuka jest tylko cieniem rzeczywistości, która jest znacznie trudniejsza do zniesienia. Łatwiej oburzać się na jej reprezentację w teatrze niż na rzeczywistość, bo łatwiej jest zrobić coś ze sztuką: zakazać, ocenzurować, zabrać teatrowi dotacje. Ale co można zrobić z tą kobietą powieszoną w lesie? Zabrać jej subwencję?"
Ola Ormicka "Villete"
|
|
| |
|
|
Notka biograficzna "self-made"
Urodziłam się 17 maja 1985 w Krakowie Śródmieściu. I jakoś tak, z chaotyczną, permanentnie zmieniającą się treścią, w chwiejnym rusztowaniu kości obleczonych skórą, która kiedyś miała mnie przypominać i alter ego na wierzchu, dowegetowałam do teraz, włócząc się po świecie przez 20 lat niby nomad po pustyni, tudzież puszczy, przedzierając się przez gąszcz ideologii, filozofii i religii, błądząc w dychotomii swego ducha i oczami wyobraźni oglądając świat. Obecnie jestem studentką II roku filologii polskiej z kulturoznastwem w Przemyślu. Tam, w paryskim wręcz klimacie, milcząc i popijając argentyńskie mate z moim cortazarowskim przyjacielem Oliveirą wsłuchujemy się, jak kawałek po kawałku zżera nas nieokreślona abstrakcja, zwisająca niczym całun na wiecznie pęczniejącym pęcherzu płodowym naszych amorficznych myśli. |
| |
|
|
| |
|
|
| |
|
 |
| |
|
|
A jak Wy, nieocenieni Czytelnicy PUZDRA, zapatrujecie się na przytoczone powyżej pochwały ekstremalnych środków wyrazu? Czy natężenie wulgarności i obsceny bardziej przemawia do świadomości, niż poetycki kamuflaż? Czy prawda o brutalności reguł świata, podana w sposób wyważony i subtelny, nie posiada waloru autentyczności ?
> podyskutuj na ten tamat na naszym Forum |
| |
|
|
|
|
|
|