powrót do strony głównej
    _ Numer archiwalny: 01 _ Listopad 2005 - Spis treści 
powrót do strony głównejpowrót do strony głównej
   
wszystkie depesze
     
   





 
strona
 
powrót do numeru aktualnego
23
-->
 

puzdro krytyczne





jak zamęczyć literata / jak obronić się przed krytyką
 
 



 
 
Bohater otwiera książkę. Pociera stronice niczym talizman i już wie, co mu pisane. Na przecięciu składowisk liter i ich spalarek (gdzie Pigmalion je ożywia, a Neron unicestwia), rozciąga się niczyja ziemia, którą ora krytyk. To podła kreatura skryta za bezosobowym werdyktem, niejednokrotnie kategorycznością owego werdyktu przybierająca majaczący kształt jakiejś osoby. Chciałoby się ją, i osobę i kreaturę, ująć w zasadzkę, a potem oglądać, jak wije się w spazmach, przyparta do muru, którego głową, najbardziej tęgą, nie rozbije, a na którym widnieje jakże znajomy napis: "Co miał pan(i) na myśli?". Dzieła tej kreatury niejednokrotnie zabawiały się owym pytaniem dla potrzeb zgnębienia swej ofiary, jakże rozkosznie byłoby teraz odwrócić lustro i zabazyliszkować potwora. Choćby w imię szeroko pojętej sprawiedliwości krytykowanych. Ci zawsze będą wobec krytyka mali, słabi i cisi, acz głusi na jego żądania. Czyści od intencji i brudni od trudu owych intencji wdrażania. Pokorni w bólu tworzenia, ze słuchawkami na uszach, z których sączą się wskazówki od głosu wewnętrznego, będącego w każdym z nich odpowiednikiem głosu zewnętrznego krytyka. Jakże pognębić tego pleśniaka z zewnątrz, co szkodzi doskonałości stworzenia? Nie inaczej niż poprzez głos pośredniczący między wnętrzem a zewnętrzem. Aby jednak pośredniczący głos mógł się obudzić, potrzeba stabilnych figur, które razem utworzą układ wzajemnego wspierania przed atakiem. Poniżej zaledwie kilka przykładów rzucania się krytyka. Powinny być one pomocne w trakcie przygotowań do starć z głosem zewnętrznym. Wszystkie dotyczą prozy, gdyż ta domena życia jest szczególnie narażona na krytyczny ostrzał.
 
     



 
 



...rozwlekłe opisy nie posuwają akcji naprzód. Autor wyraźnie gustuje w detalicznych roztrząsaniach i pustej symbolice. Nazbyt dygresyjne potraktowanie struktury fabularnej sprawia, iż czytelnik gubi się w odmętach narracji, dosyć niezbornej i rozczłonkowanej. Nie ma właściwie ani jednego wątku, którego można by się trzymać w trakcie lektury i który prowadziłby się do jakiejkolwiek refleksji co do prezentowanych zdarzeń. Autor rozpisał się na wszystkie strony. Przydałby mu się większy umiar.




Powitajmy fetyszystę esencji. Smutny musi być jego żywot. Całe życie odsącza nadbudowę od rdzenia, poszukując linii prostych. Obcina zbędne ornamenty. Podnieca się działaniami, które można rozpisać na równie proste jak te jego linie od rdzenia, rachunki. Książki czyta z załączonym odkurzaczem, wszędzie widząc brud i kurz; tu przeszkadzają mu opisy, tu znowuż wątki poboczne. Niecierpliwi się, bo nic mu się nie trzyma kupy. A powinno. Każda książka musi dla niego być zwarta. Jak nie jest - tragedia. Dlatego w starciu z nim najlepiej odpowiedzieć pięknym na nadobne, podkreślać ograniczone horyzonty percepcyjne krytyka i fakt, iż lubi staroświeckie chronologie oraz archaiczną linearność. Rzecz jasna to przesada, ale czyż krytyk również nie przesadza?

 
     



 
 



...chociaż przez opisywane przez wydarzenia wypadki przebijają prawdziwe emocje, czasem i przenoszące się na czytelnika, należy uczciwie przyznać, iż stopień nieprawdobieństwa przedstawionych relacji międzyludzkich oraz nagromadzenie zachowań nie tylko nielogicznych, ale wręcz absurdalnych z psychologicznego punktu widzenia, czyni z utworu rzecz w wysokim stopniu niewiarygodną. Bez wątpienia autorowi zabrakło doświadczenia życiowego, by unieść ciężar opisywania tak skomplikowanych sytuacji. Każdy, kto choć trochę przywiązuje wagę do realiów oraz ceni sobie sugestywność charakterystyk bohaterów, będzie więc grubo rozczarowany.




Znalazł się wytrawny znawca psychologii. Wie dokładnie, jak zachowują się ludzie, a jak nie mogą się zachowywać. Pojął boską tajemnicę, które z człowieczych poczynań jest prawdopodobne, a które nie. Niech tylko bohater utworu zrobi coś podejrzanego, a on już mu nie wierzy i zamiast bohatera widzi papier, a za papierem autora, który jest, oczywiście, niedojrzały. Niedojrzały, bo nie potrafi stworzyć wiarygodnych zachowań postaci. A wiarygodne to takie, które krytyk wcześniej widział w swoim życiu lub doń zbliżone. Inne nie wchodzą w grę. To fantazja, a fantazji się nie wierzy. Przydałby się krytykowi zimny prysznic w jakimś hotelu, wypełnionym po brzegi człowieczeństwem. Zdziwiłby się jako to nieprawdopodobne i niedojrzałe.
 
     



 
 



...nonszalancja autora w zakresie traktowania realiów przynosi często komiczne efekty. Weźmy pierwszy z brzegu przykład: bohater pociera stronice książki niczym talizman. Czy ktoś kiedykolwiek słyszał o pocieraniu talizmanu? A może to jakaś perwersyjna i nieznana ogółowi czynność, dzięki której działanie talizmanu jest większe? A jeśli chodziło o pocieranie czegoś innego, tylko autorowi w ferworze się pomyliło?Zresztą, spróbujmy wyobrazić sobie pocieranie stronic. Zrobiło się magicznie, co?




Detektyw ciągle na posterunku. Ani na moment nie traci czujności. Śledzi najdrobniejsze szczegóły utworu, zbierając poszlaki. Z tych poszlaków urządza potem rozprawy sądowe, podważając zdolność fikcji do samostanowienia świata. Wyłowi każdą nieścisłość, nawet, jeśli nie ma ona najmniejszego wpływu na ogólny przekaz dzieła. To się nazywa przytomność w kontaktach ze sztuką. Zero uniesień, tylko nos przy ziemi wąchający coraz to nowe tropy. Gdyby tak zapytać się go wprost: no i co z tego? Co z tego, że coś jest niezgodne ze stanem faktycznym? Musi być?!
 
     



 
 



...wielką bolączką utworu jest nadreprezentacja wszelkiego rodzaju neologizmów i sformułowań rodem ze Słownika wyrazów obcych. Co gorsza, chwilami można odnieść wrażenie, iż autor nie rozumie znaczenia przytaczanych zwrotów, używając ich albo w niewłaściwym kontekście albo niepoprawnej gramatycznie formie. Zupełnie jakby danej rzeczy nie można było wyrazić w prostszy sposób, za pomocą zrozumiałych dla większej grupy odbiorców sposób. Komunikacja nie polega na mnożeniu, lecz odejmowaniu. Przekazać coś to wyrazić sedno sprawy poprzez jak najbardziej akuratny zasób słów. Autor w tym zakresie do akuratnych nie należy.




Purysta językowy. Nie znosi dużej ilości słów. Boi się ich. A już szczególnie słów obco brzmiących i wymyślonych na kartach utworu. Dla niego mówić to nie używać języka, lecz komunikować się. Ledwo zacznie czytać, a już szuka informacji. W tym natomiast, jak wiadomo, przeszkadza nadmierne słownictwo. Dlatego je tępi. Precz z mową bizantyjską, niech żyje treściwa gadka! No i poprawność! Autor musi posługiwać się poprawnymi sformułowaniami, bo inaczej jest ignorant i nieuk. Z krytykiem takiego chowu lepiej nie dyskutować. I tak nic nie zrozumie.
 
     




 
 



....jakkolwiek fantazyjnie prezentują się kolejne odsłony utworu, należy przyznać, iż nie mają one wiele wspólnego z realnym światem i rzeczywistymi problemami. Szkoda, że porywając się na tworzenie tak nadętej intelektualnie całości, autor nie pomyślał o celowości literackiego poczęcia. Przecież każde dzieło prócz retorycznej żonglerki powinno służyć także i bardziej merytorycznym celom. Czytelnika nie można zostawić sam na sam z bełkotem i wmawiać mu, że właśnie taka forma wypowiedzi dotyka absolutu. A może by tak więcej konkretów? O tym, co wokół nie własnego nosa, tylko bliskiego otoczenia autora, które zapewne w większym stopniu zajmuje potencjalnego czytelnika niż wykoncypowane imaginacje.




Przypadek beznadziejny - służbista pragmatyzmu. Cierpi na obsesję użyteczności. Po co autor tak wydziwia, wymyśla, kombinuje? No po co? On przynajmniej nie rozumie, bo przecież nie ma sensu. Sens zaś święta rzecz. Trza pisać ku jakiejś puencie, powiedzieć czytelnikowi, że coś jest, a coś nie jest, pokazać rzeczywistość rozgraniczoną na określone zjawiska, które katapultują problemy w kierunku orbity refleksji. Zakaz bujania poza empirią, bezcelowego włóczenia się w poszukiwaniu inspiracji, eksperymentowania z fiolkami opisów niewiadomego pochodzenia! Liczy się rozumność. I bądź tu rozumny przy takim krytyku!
 
     



 
 
Bohater musi zamknąć się razem z książką. Poznał wszelkie słabości przeciwnika i może wrócić do siebie. Stanąć z boku i wydobyć własny głos. Mówi zatem. Pokazałem Wam kilka chwytów, które potrafią obezwładnić. Pokazałem wam ludzi, którzy mogą was skrzywdzić. Pokazałem świat, będący areną ciągłej walki pomiędzy autorem a krytykiem. Teraz musicie przygotowac się na pośrednictwo. Wziąc pełną odpowiedzialność za lekturę. Przyjmować ciosy i zarazem je zadawać. Nie obawiajcie się, Będę zadawał ciosy, wcześniej je sygnalizując. Do was należy tylko unik. Albo ucieczka z ringu.

Łukasz Badula
 
     
     
     
     
 

o autorze

Łukasz Badula aka Lider NuSkumul aka Za Dużo - jednostka kumulatywna współodpowiedzialna za herezje pisma per-jodycznego oraz jego sieciowe mutanty. Przedstawiciel pokolenia wysadzonych z dzieła. Niech go nikt o listy nie prosi!

www: kumultura

www:
per-jodyk

www: za duzo pisarzy - blog

www: liternacka

 

do następnej strony
   Hosting: supremum group
design:  zalibarek