| |
|
 |
pytał: zalibarek
PUZDRO - Studiował Pan architekturę. Czy kształtowanie przestrzeni, architektoniczna powściągliwość kompozycyjna przydaje się przy robieniu książek?
|
Radosław Nowakowski- Zdecydowanie tak. Przynajmniej w moim przypadku. Oprócz nabytych wówczas umiejętności posługiwania się ołówkiem, papierem czy linijką, co jest istotne chociażby przy tworzeniu makiety książki czy projektowaniu poszczególnych stron lub typografii, tych kilka lat doświadczeń w pracy z przestrzenią budynku, osiedla, miasta i krajobrazu bardzo mi teraz pomaga w wyobrażaniu sobie przestrzeni opowieści i integrowaniu jej z przestrzenią książki.
PUZDRO-
Czy inspiruje się Pan księgami starożytnych cywilizacji?
R. Nowakowski- Tak. Chociaż nie jest to inspiracja bezpośrednia. I chyba ważniejsze od starożytności jest to, jakim systemem zapisu dana cywilizacja się posługiwała. Grecja nie zrobiła na mnie wrażenia, podczas gdy Egipt ogromne. Myślę, że akcja LIBRO 2N, czyli próba przekształcenia w księgę Hali 1000 Ton w starych zakładach Norblina jest dalekim powidokiem mojej wędrówki po sali hypostylowej w Karnaku czy wizyty w Abu Simbel i grobowcach faraonów w Dolinie Królów dwadzieścia kilka lat temu.
|
PUZDRO- Pytanie materiałoznawcze, które już zadałem w innym wywiadzie w tym numerze PUZDRA: Jaki był najdziwniejszy nośnik książki, z jakim się Pan zetknął?
R. Nowakowski- Nie powinno chyba dziwić, że dla dziwaka książkowego jakim jestem, żaden nośnik nie był i nie jest dziwny. Na początku maja byłem w Mainz w Muzeum Gutenberga. chciałem pokazać córce kolekcję książek z całego świata, właśnie takich pisanych na "dziwnych" nośnikach.
|
|

Wszystkie moje książki są, choć w różnym stopniu, wielowarstwowe, mozaikowe, nieliniowe, wielotorowe... czyli poniekąd hipertekstowe.. |
| |
|
Niestety, muzeum zostało przebudowane i ta kolekcja, którą oglądałem tam w latach osiemdziesiątych, powędrowała do magazynów. Szkoda. Ale za to powstała wspaniała kolekcja druków dalekowschodnich. Tam dopiero są dziwy nad dziwami. A najdziwniejsze jest to, że ciągle uczymy się w szkołach, że to Gutenberg wynalazł druk, podczas gdy ruchome czcionki znano w Azji już kilkaset lat wcześniej.
PUZDRO- Jakie nowe technologie, urządzenia, środki techniczne przydatne w procesie tworzeniu książek, są obecnie w sferze Pana marzeń?
R. Nowakowski-
Oczywiście e-papier, czyli papier elektroniczny, czyli coś co podobno wygląda jak karton, a ma przy tym właściwości ekranu monitora. Piszę "podobno", albowiem tylko o tym czytałem. Ostatnio jednak sprawa przycichła. Więc nie wiem czy się doczekam. Co może oznaczać, że pewne pomysły będę musiał zrealizować przy pomocy zwykłego papieru i kalki.
PUZDRO- Kto kupuje Pana książki unikatowe? Czy można wydzielić jakąś specjalną jednostkę osobową człowieka, który inwestuje w liberaturę? Czy można zarobić na książkowej sztuce?
R. Nowakowski-
Na początku drobna uwaga: nie jest moim celem tworzenie książek unikatowych, czyli istniejących w jednym egzemplarzu i przez to niepowtarzalnych. Moje książki są unikatowe tylko do pewnego stopnia, tak jak unikatowy jest każdy wytwór ludzkich rąk. Chociaż egzemplarz numer dwadzieścia może być ciut inny od egzemplarza numer osiem, to ciagle jest to ta sama książka. W przypadku moich książek mówimy o tak zwanych nakładach otwartych - w miarę potrzeb dodrukowuję kolejne egzemplarze, każdy numeruję i podpisuję. Gdyby ktoś chciał którąś z nich wydać w nakładzie 100000 egzemplarzy to nie miałbym nic przeciwko temu. A teraz do rzeczy.
Kto kupuje? Biblioteki. Biblioteka Narodowa w Warszawie kupiła wszystkie, więc kupi dopiero coś nowego. British Library czy New York Public Library też już mają po kilka, z innymi bibliotekami jest podobnie. Prywatne zakupy w Polsce zdarzają się bardzo rzadko. Zapewne na tak zwanym Zachodzie mogłoby być lepiej, ale żeby tak było należałoby tam bywać dosyć często, a to jest dosyć kosztowne, więc bywam tam rzadko - w tym roku byłem na Minipressen Messe w Mainz i chyba na tym się skończy, chociaż miałem zaproszenia na rozmaite targi książki do Gent, Brukseli, Oksfordu, Londynu i gdzieś tam jeszcze. W przypadku Polski sytuacja jest prosta: ci, których takie książki zafascynowały i chcieliby je kupić (a jest ich całkiem sporo - wiem po reakcjach z jakimi spotykam się na różnych wystawach i prezentacjach) z reguły nie mają na to pieniędzy, zaś tych, którzy mają pieniądze takie książki zupełnie nie interesują. W efekcie ze trzy czwarte książek jakie zrobiłem rozdałem. Niemniej jednak jest znacznie lepiej niż było. W tym momencie warto zwrócić uwagę na przypadek "Ulicy Sienkiewicza".
fragment "Ulicy Sienkiewicza" -
książka długa na dziesięć i pół metra - jej przeczytanie powinno zająć tyle czasu, ile trwał spacer Przybysza po tytułowej ulicy w Kielcach
Książka ta została wydana dwa lata temu przez kieleckie BWA w nakładzie prawie 500 egzemplarzy. Wydrukowano ją na offsecie i dzięki temu jest kilkakrotnie tańsza niż egzemplarze robione przeze mnie ręcznie, a różni się od nich doprawdy nieznacznie (głównie materiałem użytym na okładkę). W tej chwili nakład jest na wyczerpaniu, a przecież promocja była bardzo ograniczona, a dystrybucja jeszcze bardziej. Zatem, wbrew temu co usilnie twierdzą wydawcy, nie jest prawdą, że takich książek robić się nie da, nie opłaca, nie można, nie wolno, itd.
Muszę jednak podkreślić, że mnie udaje się przeżyć (nie idąc na żadne kompromisy jeśli chodzi o to co tworzę - to bardzo ważne!) tylko dlatego, że oprócz pisania i robienia książek, zajmuję się jeszcze muzyką i tłumaczeniami, nieustannym remontem własnego domu i czymś tak jeszcze i pracuję codziennie od siódmej rano do północy łącznie z niedzielami, świętami i wakacjami (nie dlatego, że jestem pracoholikiem - wiele rzeczy muszę robić sam, bo nie stać mnie na zlecenie komuś jakiejś roboty). Przeżyć to znaczy, że jeszcze mi nie odcięli prądu, wody i telefonu. Zresztą jest to także wynikiem dosyć powszechnego ostatnio zjawiska nie płacenia za wykonaną pracę, ale to zupełnie inny temat.
PUZDRO- Jaka książka urzekła Pana ostatnio swoją fizycznością?
R. Nowakowski- Kilka miesięcy temu dostałem od znajomej wiersz napisany na liściu nenufaru. Lekko go podmalowała, wkręciła go do starej maszyny do pisania i wystukała kilka linijek. Wiem, że to tylko jedna "katka", ale z łatwością wyobrażam sobie całą książkę w ten sposób zrobioną. |
|
 |
PUZDRO-
Największy zaszczyt, jaki Pana spotkał w działalności twórcy książki unikatowej?
R. Nowakowski-
W 1999 pojechałem po raz pierwszy na targi książki do Oksfordu (UK Fine Press Book Fair). Miałem wtedy dużo mniej książek niż mam teraz, a i wyglądały one też znacznie zgrzebniej niż wyglądają teraz. Wziąłem też ze sobą archaiczny egzemplarz trzeciej części "Nieopisania świata".
Ponieważ pracę nad tą książką zacząłem pod koniec lat osiemdziesiątych a trwała ona aż do końca lat dziewięćdziesiątych, był on mieszaniną rozmaitych technologii odzwierciedlających dosyć wiernie heroiczne zmagania liberata z ówczesną rzeczywistością: okropny papier cudem gdzieś zdobyty, połowa stron pisana na maszynie przez kalkę, druga połowa już drukowana na igłówce, coś dopisywane odręcznie, coś dorysowywane, doklejane, doczepiane... Miałem też ze sobą egzemplarz już wydrukowany na drukarce atramentowej, a więc znacznie porządniejszy i ten wystawiłem. Pierwszego dnia targów zatrzymał się przed okupowanym przeze mnie stołem niepozornie wyglądający, siwy pan w granatowym polarze. Być może zainteresowała go strona, na której tekst zaczynał się od drzewa mającego kształt litery F - lubię tę stronę i na niej z reguły otwieram "Nieopisanie". Przeczytał ją (dodam, że była to angielska wersja tej książki), potem następną, potem jeszcze inną, i jeszcze. Potem zaczęliśmy rozmawiać i opowiadając o historii powstania tej książki pokazałem mu ową archaiczną wersję. On znowu się w nią zagłębił, znowu przeczytał kilka stron i zapytał: "A ile kosztuje?" "Ta? Nie wiem. A nie lepiej kupić tę nowszą, pożądniejszą wersję?" "Ja wolę tę starą". Wtedy zamknąłem oczy i powiedziałem jakąś cenę, która mnie wydawała się zupełnie zaporowa, a on spokojnie wyjął w kieszeni czek i żądaną sumę wypisał. Później dowiedziałem się, że to jeden z najwybitniejszych introligatorów artystycznych Wielkiej Brytanii, ale nie to jest w tej historii istotne.
Istotna jest czystość sytuacji. Jego zachwyt nad moją książką nie skażony żadnym sentymentem, żadną uprzednią wiedzą. Relacja, w której istnieje tylko dzieło - zamysł tego dzieła jest pojęty w lot, nie trzeba niczego tłumaczyć. Chociaż przez chwilę nie trzeba niczego tłumaczyć...
PUZDRO- Jak następowało u Pana przejście z tradycyjnego budulca księgarskiego do hipertekstowych cyber-książek?
R. Nowakowski-
Bardzo płynnie i zupelnie bezkonfliktowo. Pewnie dlatego, że skład swoich książek papierowych robię na komputerze, więc zdążyłem się z nim już zaprzyjaźnić, tak jak kiedyś zaprzyjaźniłem się z ołówkiem czy piórem. Poza tym wszystkie moje książki są, choć w różnym stopniu, wielowarstwowe, mozaikowe, nieliniowe, wielotorowe... czyli poniekąd hipertekstowe. Równie gładko dokonało się też przejście z cyber-przestrzeni do przestrzeni rzeczywistej. Projekt LIBRO 2N, o którym wspominałem, to w zasadzie hipertekst przeniesiony z przestrzeni komputerowej do przestrzeni rzeczywistej (zakładając oczywiście, że ta komputerowajest nienierzeczywista).
PUZDRO- Hipertekst pozwala odbiorcy dokonywania subiektywnych selekcji. W ten sposób pewne partie tekstu są całkowicie pominięte. Czy Panu, jako twórcy literatury hipertekstowej, nie szkoda tych obszernych akapitów?
R. Nowakowski-
Nie, nie szkoda. Mam nadzieję, że nie żałują tego też ci, którzy jakieś akapity czy leksje ominęli. Gdybym ja zaczął żałować te wszystkie akapity czy leksje, które do tej pory ominąłem (zakładając, że świat, po którym wędruję jest ogromnym hipertekstem), to dawno bym oszalał ze zgryzoty. Przy całej świadomości tego, ile pięknych rzeczy ominąłem i tak jestem szczęśliwy, kiedy pomyślę ile pięknych rzeczy nie ominąłem.
|
|
Radosław Nowakowski
Pisarz z kręgu liberatury i hipertekstu, tłumacz, podróżnik, muzyk zespołu Osjan. Wydawca książek własnego pomysłu i wykonania.
Dotychczas powstało kilkanaście tytułów w łącznym nakładzie ponad 300 egzemplarzy, z których każdy jest numerowany i podpisany.
Autor pierwszej polskiej powieści hipertekstowej dystrybuowanej w księgarniach ("Koniec świata według Emeryka"). Jego książki są w zbiorach Biblioteki Narodowej w Warszawie, Biblioteki Uniwersytetu Łódzkiego, Muzeum Książki Artystycznej w Łodzi, Biblioteki Uniwersytetu Stanford, Wexford Arts Centre, The School of the Art Institute of Chicago (Flaxman Library), The New York Public Library, The British Library, Canadian Centre for Architecture, jak również w kolekcjach prywatnych w Polsce i za granicą. Pokazywał je na wielu wystawach indywidualnych i zbiorowych, również na licznych targach i festiwalach książki normalnej i nienormalnej w Polsce i za granicą (Irlandia, Anglia, USA, Niemcy, Holandia, Dania, Czechy, Bułgaria, Białoruś, Izrael, Węgry, Belgia, Szwecja, Finlandia).
www.liberatorium.com
|
| |
|
|