powrót do strony głównej
    _ Numer archiwalny: 01 _ Listopad 2005 - Spis treści 
powrót do strony głównejpowrót do strony głównej
   
wszystkie depesze
     
   








   
powrót do numeru aktualnego
strona
 

15
-->


wywiad
   
   
   
pytał: zalibarek

PUZDRO- Ludzi, którzy doświadczają orgazmicznych skurczy na widok damskiego pantofelka nazywa się fetyszystami. Ci zaś, którzy doznają omdlenia lub przyspieszonego bicia serca na widok pięknie wydanej książki to bibliofile. Czy bibliofilstwo ma coś z perwersji? Kim w ogóle jest bibliofil?


Tomasz Steifer- Z perwersją bibliofilia chyba niewiele ma wspólnego, chyba, że za perwersyjne uznamy to, iż obiekty westchnień są często nader leciwe. A że kontakt z dziełem sztuki, z nakładającą się na podziw chęcią posiadania, powoduje często wręcz fizjologiczne objawy to chyba nic dziwnego. Kim jest bibliofil? Tym, co znaczy to greckie słowo - miłośnikiem książek - i w tym pojęciu mieści się cała gama różnych odcieni i odmian tej miłości. Są tacy, którzy kochają za wnętrze, za treść, tacy którzy cenią bardziej piękno zewnętrzne, inni znów poszukują perfekcji technicznej, podziwiają nawet surowy w wyglądzie, a doskonały warsztat introligatora czy drukarza, jeszcze innych nade wszystko uwodzi rzadkość, cena, oryginalność, nawet chęć budzenia zazdrości. A ile odmian i mieszanek - potrzebna Kamasutra bibliofila do opisania wszelkich wariantów tej perwersji.



PUZDRO- Twój ideał pięknie wydanej książki...

Tomasz Steifer- Nie mam jednego ideału. Czego innego będę oczekiwał od książki wydanej i oprawionej pięć wieków temu, czego innego od współczesnego albumu o malarstwie, a coś innego przekona mnie do kupna tego, a nie innego wydania ulubionego autora. Wspólne cechy tych różnych ideałów to chyba przede wszystkim solidność i uczciwość. Nie znoszę bubli książkowych, niefachowości. I to we wszelkich zakresach - złego tłumaczenia, fatalnego druku, rozpadających się opraw, głupoty autora. Potrafię nawet polubić książkę niezbyt piękną plastycznie, ale bardzo starannie i fachowo oprawioną, czy ubogo wydaną - bez ilustracji i ozdobników - ale z pięknią czcionką, piękną kompozycją strony, czy np. doskonale opracowaną edytorsko, wygodną w obsłudze, fascynującą w lekturze.




PUZDRO- Zanim zaczęto zapisywać wszelkie treści na glinianych tabliczkach, zwojach papirusów, księgach z cielęcej skóry, istniały w starożytnym Rzymie "żywe książki". Wyglądało to tak: bogaty patrycjusz wyznaczał kilku niewolników, aby wyuczyli się jednego dzieła, np. Iliadę albo Odyseję i mieli zabawiać gości recytacją. Nosili imiona zgodnie z wyuczoną książką. Stanowili pierwszą "żywą bibliotekę": byli nieporęcznym, białkowym nośnikiem informacji. Mimo nieporęczności tej księgarskiej idei, jakie bogactwo interakcji z antropomorficzną książką! - dopowie, odpowie, może przytulić, pocieszyć, zganić, pochwalić. Czy są współcześnie jakieś próby udoskonalenia 'interfesju' książki? Dokładniej: czy znasz metody, aby książka reagowała, wprowadzała Czytelnika w grę ze skomplikowaną obsługą? Jak ożywić książki?
 





Wyrafinowani bibliofile wsłuchują sie w szelest kartek, skrzypienie oprawy, brzęk okuć. Tylko na smak bibliofila zdaje się książka nie wpływa, choś może istnieje jakaś dewiacja, forma bibliofagii?.
 






Tomasz Steifer- To nie całkiem tak było, przecież księgi w różnych formach istniały już gdy na wzgórzach kapitolińskich nawet owiec nie wypasano, gdyż miejsce było dzikie i bezludne. Ale z tymi "żywymi księgami" to fakt dokumentowany przekazami historycznymi. Zresztą, nie tylko tak było w Rzymie, podobnie było u wielu ludów, przetrwało jako relikt z czasów, gdy nie znały pisma - u Celtów, Germanów, Słowian byli plemienni bajarze, skaldowie, opowiadacze, często łaczący to z godnością szamana czy kapłana. Ich zadaniem było pamiętać genealogię władców i bohaterów, eposy heroiczne, mity i podania religijne. Maorysi potrafili wyliczyć swych władców i ich czyny do początków naszej ery. W sumie niezłe ćwiczenie pamięci, szkoda że szkoły odchodzą od - powszechnego jeszcze za mojej młodości - zadawania "na pamięć" np. wierszy. Niećwiczona pamięć wysiada. I cóż z tego że mam 160 Gb na dysku do dyspozycji i komputer, komórka czy organizer pamiętaja za mnie, jesli nie mogę zapamiętać wiecej niż trzech loginów?
Takie mówiące książki umieścił chyba Bradbury w "Fahrenheicie 451". Może za kadencji Busha będzie szansa to wprowadzić w życie?

A ożywienie książki? Nie wiem czy jest to potrzebne, wystarczy to co jest. Lepsza jakość reprodukcji, lepsze farby, materiały. I to nie zawsze. Często niefachowe zastosowanie nowych technik psuje książkę - wystarczy popatrzeć na kiczowate okładki - koszmarki, robione przez ludzi, którzy myślą że opanowanie programu 'CorelDRAW' uczyni już z nich grafików. Maszynowo oprawiane książki mają żywot motyla. Ale prób wzbogacania książek było i jest wiele. Książki dla dzieci zwłaszcza - grające, świecące, trójwymiarowe, książki miękkie, przytulanki, książki-lalki itp. Pewnie jeszcze czasem ktoś wpadnie na nowy, zwariowany, czy zabawny pomysł, ale nic nie zdetronizuje tradycyjnej książki. Są inne media, ale chyba niezdolne spłodzić udanej krzyżówki z JKM Książką. Nie wyobrażam sobie, żeby książka mogła przejść taką ewolucję, jak np. telefon komórkowy, który wchłonął wiele innych, suwerennych urządzeń i potrafi być jednocześnie aparatem fotograficznym, kamerą, dyktafonem, walkmanem, gameboyem, kinem dla dorosłych, encyklopedią, salonem gier, informatorem turystycznym, mapą, tłumaczem czy lekarzem.



PUZDRO
- Jako osoba zajmująca się konserwacją starych druków, masz pewnie jakieś refleksje na temat oddziaływania fizyczności książek na zmysły...

Tomasz Steifer- A tak, zwłaszcza podczas przypadkowych kontaktów, trzeba pamiętać o zabezpieczeniach - na ręce oczywiście. Starodruki są smakowitym kąskiem dla różnych grzybów, pleśni, bakterii, insektów. Poważnie, na studiach bardzo nam to wbijano do głowy, zwłaszcza mycie rąk po kontakcie ze starą książką.

A inne oddziaływania na zmysły? Cóż, cieszą głównie zmysł wzroku i dotyku. Wzrok - to jasne, piękne oprawy, okładki, piękny druk, papier. Dotyk - to szlachetne materiały, oprawy, czy nawet te mniej szlachetne, ale miłe w swej dziewiczej nowości, faktura papieru. Zapach - jest silnym bodżcem książki, ale nie wszyscy nawet bibliofile go lubią. Zapach starych szpargałów, lekkiej stęchlizny, lub zapach świeżej farby drukarskiej.

Wyrafinowani bibliofile wsłuchyją sie w szelest kartek, skrzypienie oprawy, brzęk okuć. Tylko na smak bibliofila zdaje się książka nie wpływa, choś może istniej jakaś dewiacja, forma bibliofagii?



PUZDRO- A teraz pytanie z gatunku książkowego materiałoznawstwa: jaki był najdziwniejszy nośnik książki, z jakim się spotkałeś?

Tomasz Steifer- Chyba CD. Ale pytasz pewnie o książki tradycyjne. Zawsze fascynowały mnie egzotyczne książki na liściach palmowych. Jak niezwykle czarodziejsko wyglądają wyblakłe, brązowawe litery tamilskie na pożółkłych, suchych i kruchych liściach, pokrytych misternym deseniem żyłek. Intrygujące też są chińskie manuskrypty ryte miniaturowymi znakami na cieniutkich płytkach kości słoniowej, czy zwoje miedziane znad Morza Martwego. Dziwne i ciekawe są też dzieła różnych wytrwałych zapaleńców ryjących, czy piszących całe poematy na pestkach wiśni, czy odwrocie znaczka pocztowego. Dziwne są książki na ludzkiej skórze, tatuowane czasem obszerne dzieła - film sprzed kilkunastu lat "Pillowbook" Greenawaya nie jest całkiem fantazją... Zresztą niektórzy z nas robili to w mikro zakresie, np. przed klasówką z historii.

Ściska w gardle na widok wstrząsających książek z więzień i obozów koncentracyjnych. Pisane na tym, co udało sie zdobyć w piekle na ziemi. Czy wyroby introligatorskie więźniów współczesnych zakładów karnych, zaskakujące niekiedy inwencją i pracowitością..



PUZDRO- Czy nie tęsknisz do dawnych, ciężkich woluminów w oprawie z drewna, obciągniętych skórą, obitych safinową tkaniną, inkrustowanych złotem?

Tomasz Steifer- Dawne księgi nie musiały byc przecież opasłymi tomiskami, w ciężkozbrojnych oprawach. Przypomnę choćby wydawane przez Plantina w XVI/XVII w. elzewiry, delikatne, wyrafinowane, poręczne. Lubię stare, piękne księgi, duże i małe. Ale 'tesknię' to niewłaściwe słowo. Nie wyobrażam sobie kontaktu wyłącznie z książką zabytkową. Czasem bardziej jest potrzebna nowoczesna reprodukcja cyfrowa, z perfekcyjnie dobranymi przez komputer kolorami, niż najszlachetniejszy drzeworyt . Potrzebujemy też książki, której nie szkoda wziąć do pociągu, czy nawet do wanny.



PUZDRO- Czy spotkałeś się z książką, która miała na tyle niebanalny 'interfejs', jej fizyczna forma była na tyle intrygująca, że jej 'czytanie' nie musiało być związane z odbiorem treści w niej zawartych? Czy sama forma fizyczna może być przekazem?

Tomasz Steifer- Oglądałem różne dziwne propozycje dobrych i wybitnych artystów na kolejnych wystawach "Sztuka książki", organizowanych do niedawna przez ZPAP w Warszawie. Niektóre pomysły były intrygujące, albo zabawne, czy budzące refleksje. Ale żadna nie wbiła się na długo w moją pamięć. Może to po prostu żle świadczy o mojej pamięci.

Bardziej od udziwnień czy poszukiwań, działa na mnie funkcjonalność. Książka - nawet artystyczna, czy zabytkowa pozostaje przedmiotem użytkowym. Bardzo lubię anglosaskie wydania naukowe, ich niezwykle funkcjonalny design, np. wycięcia brzegów kartek pozwalające szybko trafić na właściwą stronę, oznaczenie różnych części dzieła różnymi kolorami i gramaturami papieru, nie męczący oczu druk, sprawnie pomagające indeksy, spisy, bibliografie i przypisy.



PUZDRO- "Biorąc pod uwagę szybkość, z jaką zmniejsza się nakład prasy, ostatni jej czytelnik umrze najprawdopodobniej w 2040 roku. Dokładniej rzecz mówiąc, w kwietniu".
Taki prognostyk wysnuł Philips Meyer, autor książki "Znikająca prasa: ochrona dziennikarstwa w erze informacji", w czasie audycji zorganizowanej przez The Media Center w Amerykańskim Instytucie Prasy. Czy wierzysz w tak ponurą przepowiednię, wynikającą z analiz wzrostu znaczenia mediów internetowych? Czy obok reklam społecznych w stylu "Pij mleko", powinny pojawić się spoty "Czytaj z papieru"?


Tomasz Steifer- Sam nie wiem, ale mam nadzieję, że jednak książka przetwa. Optymizmem w tym względzie napawa mnie obserwacja mojego syna - 15-latka. To maniak komputerowy, potrafi siedzieć kołkiem przy klawiaturze ponad dobę. Ale jednak zdarza mu się kupić czasem jakąś książkę, nie muszę dodawać, że operacje wyszukania książki i jej zakupu dokonywane są przez internet. I on te książki czyta. Ściąga też z sieci książki - czasem część wydrukuje, czasem czyta tylko z ekranu. Momentami zaciera się granica między książką elektroniczną, a papierową.



PUZDRO- Kiedyś opasłe woluminy, w obawie przed kradzieżą, przytwierdzane były do stołów łańcuchami. Nic dziwnego, niektóre z nich stanowiły równowartość kilku wsi. Jaka była najdroższa książka, jaką trzymałeś w rękach? Najdziwniejszy sposób zabezpieczenia książek przed kradzieżą?

Tomasz Steifer- W czasie studenckich praktyk w pracowniach konserwatorskich bibliotek, czy muzeów trzymałem w ręku różne bezcenne manuskrypty. Nie wiem, który z nich był najdroższy w sensie dosłownym, aukcyjnym. Może rękopisy utworów Chopina? Czy może 'Godzinki' iluminowane gotycką ręką burgundzkiego mistrza? Albo pelplińska Biblia Guttenberga? Tą ostatnią zdaje się w ciekawy sposób zabezpieczono przed kradzieżą, w czasie rewizji gestapowców poszukujących cennych dzieł przeleżała bezpiecznie w szufladzie zwykłego biurka, w myśl zasady, że pod latarnią najciemniej. Ale w najdziwniejszy, w najbardziej tajemniczy i do dziś niewyjaśniony sposób zabezpieczono ponad 3 tys. lat temu na Bliskim Wschodzie dwie kamienne, zapisane po hebrajsku tablice. Ale to dość znana historia... :-)



PUZDRO- Wielowątkowe iluminacje, misterne ryciny i ilustracje - te ozdoby książek powoli znikają, szczególnie jeśli chodzi o literaturę piękną. Jaka jest tego przyczyna? Czy ludzie nie potrzebują ilustracji?

Tomasz Steifer- Chyba nie całkiem znikają, odsyłam znów do katalogów wystaw "Sztuki książki", gdzie prezentowało swe prace wielu ilustratorów, i wiele wystawionych prac było zrealizowanych w druku. Książki tanie, do pociągu, zwykle nie są ilustrowane, ale inne, zwłaszcza dla dzieci, czy wszelakie leksykony i encyklopedie? Mam wrażenie, że czasem problemem jest nadmiar ilustracji. Szczególnie wpłynęła na to komputeryzacja procesów edytorskich i poligraficznych. Prawie w każdej chwili można wkleić w projekt jakiegoś 'cliparta', ozdobnik, czy zdjęcie. Ale ilość to nie znaczy jakość. A czasem książka bez ilustracji, ale z przemyślanym i szlachetnym układem typograficznym może być piękniejsza niż krzykliwa, kolorowa szmira.



PUZDRO- Co sądzisz na temat e-booków?

Tomasz Steifer- W pewnych warunkach mogą zastępować tradycyjną książkę, w pewnych są od niej lepsze, a w pewnych sytuacjach jej nigdy nie dorównają.





Tomasz Steifer

Artysta urodzony w Warszawie, w 1955. Studia 1974-1978 na Wydziale Historycznym UW, dyplom z historii książki w Instytucie Bibliotekoznawstwa i Informacji Naukowej; 1978-1985 na Wydz. Konserwacji Dzieł Sztuki ASP w Warszawie, dyplom z konserwacji starych druków i grafiki.

Od 1988 mieszka i pracuje w Gdańsku - Szadółkach. Uprawia malarstwo sztalugowe, ścienne, rysunek, grafikę książkową. Stale współpracuje z trójmiejskimi galeriami Triada, Klucznik, Glaza Expo Design, Top Art. Jest stałym współpracownikiem warszawskich Wydawnictw Naukowych i Technicznych, wykonywał projekty również dla Oficyny Edukacyjnej K. Pazdro w Warszawie, Wydawnictwa Oświatowego Andromeda i Non-Stop Press w Gdańsku. Ma na swoim koncie ponad sto zrealizowanych projektów okładek i kilka w całości zilustrowanych i opracowanych graficznie książek.

http://steifer.republika.pl
















do następnej strony
   Hosting: supremum group
design:  zalibarek