|
|
| |
|
|
temat numeru "Fizyczność księgi" |
| |
|
| |
|
|
| |
|
Sentymentalna podróż od dzieciństwa do Matriksa...
Latem 1974 roku, w warsztacie zakładu kaletniczego przebywały trzy osoby, dziesięcioletni chłopiec i dwóch dorosłych mężczyzn. Pierwszy mężczyzna o przesadnej tuszy, miał na sobie szare ogrodniczki upstrzone plamami tłuszczu. Schylony nad ogromnym stołem przycinał cienkie, stalowe druty. Drugi mężczyzna, niższy i szczuplejszy, siedział na wysokim taborecie przy końcu stołu paląc papierosa. Skończył przed chwilą wycinać kartonowy model damskiej torebki. Jego niebieski fartuch był równie brudny jak ogrodniczki pierwszego mężczyzny. Różnego rodzaju kleje utworzyły na wysokości brzucha szarą, mozaikową skorupę. Na podłodze walały się stosy skórzanych odpadów i kartonowych wycinanek. Cały warsztat wymalowany dość niechlujnie olejną farbą robił przygnębiające wrażenie kiepsko oświetlonego bunkra. W stosie śmieci chłopiec wypatrzył maleńki błyszczący przedmiot. Zaintrygowany podszedł i schyliwszy się nad nim rozpoznał odcięty fragment stelaża parasolki. Kiedy śmiało wyciągnął po niego rękę, stalowy pręcik na mgnienie oka rozjarzył się ostrzegawczo wszystkimi kolorami tęczy.
______
Za późno - ostry ból oparzenia przeszył dłoń dziesięciolatka. Gdyby nie wstyd przed dorosłymi, rozpłakałby się w głos, ale w tej sytuacji syknął jedynie z bólu i ze łzami w oczach pobiegł do zlewu. Oblewając zbolałe palce strumieniem zimnej wody spojrzał na obu mężczyzn. Żaden nie zorientował się w sytuacji, schyleni nad stołem kontynuowali w spokoju swoją pracę. Dziecięca naiwność i głupota dała mu poznać fizyczność parasolki w sposób, który pozostał na zawsze życiową tajemnicą.
______
Pewnego dnia, jesienią 1990 roku stałem w swoim pokoju i paląc papierosa przyglądałem się osadzonej na sztaludze płycie pilśniowej. W kaflowym piecu palił się ogień, na stole leżał brudny kawałek płótna, o który wycierałem pędzle. Obok rozrzucone tubki z farbami, buteleczki z werniksami, rozpuszczalnikiem i olejem lnianym, a w powietrzu unosił się zapach damary i terpentyny.
|
|
|
ilustracja: zalibarek |
.. to było to, podjąłem życiową decyzję o wyborze zawodu - pragnąłem zostać ilustratorem i przy rozgrzanym kaflowym piecu malować okładki książek... ..... |
|
| |
|
| |
|
______
Na płycie pilśniowej powstała okładka do książki Roberta Silverberga - W dół, do ziemi. Wpatrzony w malowidło, oparzyłem się w palec, strzepując nieuważnie popiół do popielniczki. Zacisnąłem odruchowo prawą dłoń i nagle przypomniałem sobie incydent sprzed wielu lat, gdy jako mały chłopiec odwiedziłem zakład rzemieślniczy mojego taty. Doznałem iluminacji - ta sama cisza, ten sam spokojny rytm pracy, widok ojca z kawą i papierosem w ręce. To było to, podjąłem życiową decyzję o wyborze zawodu - pragnąłem zostać ilustratorem i przy rozgrzanym kaflowym piecu malować okładki książek. Trzymając oparzony palec przy ustach poznałem fizyczność książki.
|
|
| |
|
| |
|
| |
 "Hackworth położył dokumenty na tacy urządzenia i nakazał maszynie skompilowanie Piekielczyka. W gabinecie rozległ się odgłos tasowanych kart: czytnik chwytał na moment krawędzie każdej strony i zapamiętywał jej zawartość. Elastyczny kabel zasilacza - biegnący od ściany do portu ukrytego z tyłu sekretarzyka - napiął się i zesztywniał lubieżnie, gdy serce komputera wessało olbrzymią ilość hipersonicznego lodu i wydaliło gorącą wodę. Na tacy oddawczej pojawiła się pojedyncza kartka papieru.
U góry dokumentu widniały słowa: PIEKIELCZYK WERSJA 1.0 - SPECYFIKACJA KOMPILACJI.
Na środku kartki pojawił się obraz produktu finalnego, wspaniale oddany w pseudograwiaturowym stylu Hackwortha. Rzecz wyglądała zupełnie jak książka".* |
|
|
| |
|
Cytat pochodzący z książki science fiction jest opisem powstawania skomplikowanego obiektu bardzo zaawansowanej nanotechnologii. Rozważając zagadnienie fizyczności książki wybrałem go nieprzypadkowo, gdyż doskonale opisuje on specyfikę pracy we współczesnej drukarni bądź wydawnictwie. Monotonny szum wiatraczków, klikanie myszy komputerowych czy obracające się rolki laserowej drukarki to podstawowe dźwięki, jakie każdego dnia towarzyszą mi w pracy - to dźwięki wydawnictwa, z których rodzi się kolejna książka. Po wielu latach, w roku 2005 nadal projektuję okładki książek. Jednak dziś moja praca wygląda zupełnie inaczej. W pokoju nie ma już sztalug i stołu z farbami, ponieważ nie ma pokoju. Jest biurowy box, a na stołach stoją komputery uzbrojone w programy graficzne. Jest Photoshop, Ilustrator i Page Maker, jest Corel Dream, Bryce i Poser. Nie ma płyty pilśniowej i pędzli, nie ma kartki papieru i ołówka, ale jest obiekt wektorowy i matematyczna przestrzeń wirtualna. Są krzywe i ścianki, piksele i pasery, jest tekstura i światło w 3D. Nie ma skóry, ale jest limaster, a płatki złota zastąpiło złoto z "pantonu". Czasem wydaje mi się, że moi koledzy w pracy to nic innego, jak wiązki binarnych łańcuchów. Wchodzimy na siebie przenikając się nawzajem. Jestem przezroczysty i oni również, wszyscy jesteśmy DIGITAL. Drobne sprzeczki i utarczki wynikające z pracy w zespole nie mają znaczenia, bo w Matriksie wszystko jest jakoś na niby. Pracując nad kolejną pozycją wydawniczą jako zespół, często konsultujemy się, rozmawiamy ze sobą, tylko o czym? O wirtualnych fantomach! Czasem zupełnie poważnie zaczynam się zastanawiać, czy świat rzeczywisty tak naprawdę jest bardziej w CMYK-u czy w RGB.
______
Kolejna książka - oprawa sztywna, całopapierowa. Ukończyłem cyfrowy obrazek, ustawiłem cyfrowe liternictwo na cyfrowej pierwszej stronie. Czekam. Kolega od składów złamał cyfrowy tekst, uwzględnił poprawki redaktorskie i może już podać ilość cyfrowych stron. Znając objętość i rodzaj papieru można wyliczyć grzbiet książki, który pozwoli mi ukończyć pracę i wysłać poscriptowy plik okładki do naświetlarni, w celu zrobienia klisz i tzw. proofa. Jednak w przypadku książek z taką oprawą nie można wyliczyć grzbietu automatycznie, znając jedynie objętość i gramaturę papieru. Informację o grzbiecie musi przesłać drukarnia. Czekam. Wreszcie przychodzi paczka z drukarni zawierająca jeden lub dwa egzemplarze atrapy. To jest oczekiwana informacja. Czym jest atrapa? Aby się dowiedzieć, wystarczy zrobić prosty eksperyment myślowy. Wyobraźmy sobie, że z trzymanej w ręce dowolnej książki udało nam się cudownym odkurzaczem wyeliminować całą treść łącznie z tytułem, nazwiskiem autora, numeracją stron, informacją o drukarni i prawach autorskich itd. To, co zostaje nam w ręce jest esencją fizyczności książki - ściśle określona liczba kartek klejonych lub szytych, nieco sztywniejszy kartonik okładki. Strony atrapy wykonane są z papieru, na jakim wydrukowana zostanie książka, a kartonik oprawy jest tym, który zostanie użyty przy druku okładki. Dokładne jej wymierzenie pozwala mi ukończyć pracę.
______
Co otrzymałem? Zacytuję jeszcze raz - "na środku kartki pojawił się obraz produktu finalnego". I w moim przypadku jest bardzo podobnie, bo dziś, w roku 2005 nie projektuję już okładek, lecz półprodukty dla produktów finalnych, a w księgarniach jest coraz mniej książek, gdyż zostały wyparte przez "rzeczy wyglądające zupełnie jak książki".
Dzięki pracy, jaką wykonuję, mam w domu kilka opisanych wyżej atrap, nazywanych niekiedy ślepymi. Zdarza mi się, że wieczorami kładę ślepego na blacie biurka, a obok stary żydowski Tanach z 1896 roku; później długo przyglądam się obu przedmiotom. Tandetny kartonik i puste stronice, a obok szlachetnie tłoczona okładka i plaster Bożego miodu w środku. |
|
 |
______
Podczas ostatniej wizyty u przyjaciela handlującego starzyzną trzymałem w ręce dziewiętnastowieczną damską parasolkę, pochodzącą z Francji. Była to lekka konstrukcja, oparta na drewnianym stelażu. Żegnając się, mimowolnie odłożyłem ją na półce z książkami.
Marzę, by znaleźć w Saragossie jakiś zagubiony rękopis lub jeszcze raz oparzyć dłoń w warsztacie mojego ojca. Marzę i tęsknię za tamtą chwilą.
Darek Jasiczak
*Niel Stephenson, Diamentowy wiek, Zysk i S-ka Wydawnictwo, Poznań 1997.
|
|
|
| |
|
|
|
|
|
Darek Jasiczak
(ur. 1964 r.)
więcej o autorze
www |
|
|