| |
|

Pierwszy budulec był bardzo zróżnicowany. Nie skąpiliście mi fikuśnego przyodziewku. Miałam formę kamieni, kawałków kory (lipy lub brzozy), liści palmowych, skrawków zwierzęcej skóry, 'ostrakonów' (czyli fragmentów glinianych naczyń) lub ciemnych torsów Polinezyjczyków. Ikonki nanoszone na tych materiałach coraz precyzyjniej opisywały świat i oplatały ciągiem znaków ludzkie myśli: czy to w postaci egipskich hieroglifów, czy babilońskich klinów - pierwszych alfabetów. Rozpowszechniły się moje wersje 'portable', w postaci poręcznych zwojów papirusu, lub glinianych tabliczek, które ewoluowały do postaci najwcześniejszych palmtopów: zgrabnych tabliczek woskowych, po których pisało się ostrym rylcem. Co za odmiana po wielkich, kamiennych blokach (które - o dziwo - pozostały aż do dziś najtrwalszymi księgami)! Materiały były coraz bardziej wyrafinowane i ekstrawaganckie: wiedzcie, że Mahomet napisał "Koran" na łopatkach baranich! A Witkacy napisał "Pożegnanie jesieni" na zasuszonych liściach - ha, żartuję...
Powrót do prapoczątków mojego przepoczwarzenia się w stukartkowe woluminy:
Feniccy kupcy, oprócz drogocennych towarów, przewozili przez morza również Tajemnicę Alfabetu, która w starożytnej Grecji wykwitła zaczątkiem alfabetu greckiego. Ten, po przedostaniu się do Imperium Rzymskiego przekształcił się w łaciński i ruszył w triumfalny pochód przez całą Europę Zachodnią. Ewolucja alfabetu i fizycznego kształtu pierwszych moich postaci dochodziła do pierwszych achetypicznych ksiąg: litery odbyły już podróż z kamienia na glinę, z gliny na papirus, z papirusu na tabliczki woskowe, z tabliczek na pergamin. Tak jak drzewo, które na gruncie piaszczystym inaczej wzrasta niż na gliniastym lub bagnistym, tak litery - przechodząc z jednego materiału na inny - zmieniały swój wygląd: na kamieniu stały prosto i dumnie, na glinie zamieniały się w kliny, na papirusie zaokrąglały się, na wosku przypominały przecinki. A nawet na pergaminie nie zastygły w tych samych kształtach, lecz zmieniały się bezustannie i kapryśnie. Człowiek do oporu cyzylował moją formę.

Pergamin na wiele stuleci utrwalił mój wizerunek. Powstał w Pergamonie, w Azji Mniejszej, gdzie istniała biblioteka swoją świetnością dorównująca tej w ówczesnej Aleksandrii - kulturalnej stolicy starożytnego świata i centrum myśli hermetycznej. Na rozkaz włodarza Aleksandrii, zaprzestano wywozu papirusu do Azji. To był cios w podbrzusze - Egipt był bowiem monopolistą na papirusowym rynku. Szef Pergamonu musiał znaleźć alternatywny książkowy nośnik, i w potrzebie zainspirował się proto-książkom prymitywnych ludów pasterskich, które spisywały swoje odpowiedniki 'kawałów o bacy' na skórze bydlęcej. Tak powstał pergamin - specjalistycznie wyprawiany z owczej lub koźlęcej skóry (surową skórę moczono w wodzie dla zmiękczenia, potem zeskrobywano mięsko, zanurzano w kadziach z popiołem, usuwano sierść, nacierano kredą, wygładzano pumeksem). Pod wieloma względami pergamin przewyższył papirus: dawał się łatwo kroić, bez obawy, że rozypie się na szereg oddzielnych włókien, nie łamał się również przy zginaniu. Wkrótce zauważono całkiem przytomnie, że daje się składać i zszywać. W ten sposób objawiłam się światu jako wolumin. Nunc est bibendum!
Gdy Arabowie podbili Egipt, cała Europa została objęta embargiem na papirus. Wtedy pergamin zaczął swój zwycięski pochód. W zagubionych wśród rozległych puszczy klasztorach coraz częściej spotykało się mnicha-kopistę, żywą i skrzypiącą fabrykę książek zaopatrzoną w kalam - pióro z trzciny, albo pióro ptasie, zaostrzone i rozdwojone na końcu, co rusz zanurzane w inkauście z soku galasów i gumy arabskiej. To były czasy! Nigdy później nie cieszyłam się większą estymą! Prześcigaliście się w rozpieszczaniu mnie - czule oprawialiście w złoto, zabezpieczaliście okuciami wysadzanymi najszlachetniejszymi kamieniami, obijaliście najdroższymi tkaninami: safianami lub aksamitami. Aż łza srebrzy się w oku, kiedy wspomnę swoją dawną, szykowną postać: oprawę wystającą poza brzegi książki, dla przykrycia węzłów solidnych nici, którymi zszywaliście moje poszczególne członki-arkusze - pyszne miedziane narożniki, chroniące przed wypaczeniem - strony jarzące się od złota i srebra, pełne misternych ornamentów i wielobarwnych iluminacji, nośników fantastycznych alegorii. Byłam kunsztownym unikatem, wartym kilka sporych wiosek z pełnym wyposażeniem wraz z poświęconym w Compostela oryginalnym napletkiem świętego. Choć oprócz splendoru, dosięgały mnie również razy - języki ognia często lizały moje stronice. Prymitywna tłuszcza, za podszeptem 'nieomylnego' kleru, dokonywała na mnie efektownych samosądów. W proch obracały się dzieła hermetyczne, okultystyczne, astrologiczne i astronomiczne, wszelkie 'nieprawomyślne' woluminy - aż dziw, że jakakolwiek wiedza przetrwała ten gorący okres. Ale wciąż dla zwykłych śmiertelników jawiłam się jako niedostępny rarytas; inaczej niż miało to miejsce we wcześniejszych czasach bibliotek typu 'open-source': aleksandryjskiej, czy choćby zbiorów w Kordobie przed rekonkwistą - udostępnionych całej społeczności.

W Europie tę sytucję zmienił radykalnie papier. Wynaleźli go Chińczycy, którzy wyrabiali go w czasach, gdy zapóźnieni Rzymianie i Grecy kreślili rachityczne znaczki na egipskim papirusie. Pradziadkowie Mao Zedonga używali do wyrobu papieru włókien bambusowych, niektórych gatunków traw i gałganów - ładowali to wszystko w kamienne stępy, rozcierali z wodą, póki nie zrobiła się płynna miazga, wysuszana i przerabiana na arkusze. Minęły wieki, zanim w dalekiej Europie pojawiły się papiernie, czyli 'młyny papierowe'. Początkowo papier nie cieszył się zaufaniem ówczesnych bibliofili. Używaliście go do pośpiesznych notatek, kwitów kupieckich. W dalszym ciągu przepisywano mnie na pergaminie. Ale w miarę nieubłagalnego upływu czasu, tani papier coraz bardziej wypierał kosztowny pergamin - zaczęliście mnie przyoblekać w chiński wynalazek. Minęło sto lat od papierowej rewolucji i księga z pergaminu stawała się rzadkością.
Moje papierowe klony zawitały wreszcie pod liczne strzechy i kamienne sklepienia krzyżowo-żebrowe - każdy egzemplarz z kompletem linii papilarnych (znaki wodne, które wprowadzono w XIV w.). Czas upływał, podnosiły się standardy życia. Z osady do osady ciągnęły gościńcami karawany kupieckie, a wraz z nimi na szerszą skalę zaczęły zalegać w ich wozach wszelkiego rodzaju kwity, weksle, listy handlowe, księgi rachunkowe. Do tego potrzebny był papier, no i oczywiście ludzie pismienni. W całej Europie powstawały uniwersytety, przyciągające cuchnącą i wiecznie głodną czeradę żaków. Wzrosło więc zapotrzebowanie na łatwodostępny biblion masowy. Obcowanie ze mną przestało być elitarną domeną możnych i uczonych.

Potrzeba umasowienia książek zainspirowała Johanna Gensfleischa, zwanego Gutenbergiem, do wynalezienia druku (choć jako najlepiej poinformowana podpowiem, że i tu Chińczycy byli pierwsi, ale coż - cały splendor spłynął na drukarza z Moguncji - jednak nie umniejszam jego zasług). Walka maszyny drukarskiej z piórem kopisty szybko zakończyła się druzgocącym blamażem odręcznej sztuki pisania i ilustrowania ksiąg. Rewolucyjna drewniana czcionka drukarska, leżakująca w kasztach pozwalała na wypuszczanie setek, a nawet tysięcy egzemplarzy. Wszystko to obniżyło znacznie koszty produkcji i udostępniło książki mniej zamożnym mieszczanom. Bogatym było to nie w smak: krzywo patrzyli na plebejskie wytwory maszyn drukarskich. Jeśli je kupowali, oddawali je natychmiast artystom-iluminatorom, aby zamienili powielane ryciny w unikatowe malowidła - pour epater le bourgeois. W miejsce opasłych tomów pojawiały się zgrabne książeczki, zadrukowane zgrabnymi, stłoczonymi blokami tekstu: utwory pisarzy rzymskich i greckich, opowieści rycerskie, kroniki historyczne, nie przebierające w słowach pamflety polityczne, brewiarze.

Z każdą księgarską realizacją przybywało ożywczych innowacji:
> ok. 1500 roku pojawiła się - głównie z pobudek komercyjnych - karta tytułowa (z początku tytuł zajmował pięć, siedem wierszy - bywał to często istny majstersztyk wodolejstwa),
> w XV wieku słynny drukarz wenecki Aldus Mantius (aktywny propagator wiedzy ezoterycznej) zastosował po raz pierwszy przecinek - do tej pory jedynymi używanymi znakami przestankowymi były: kropka i dwukropek,
> ten sam Aldus wymyślił też spis treści, kursywę oraz poręczny format 'octavo'
> numerację stronic wprowadzono dopiero w XVI wieku
Biznes księgarski kwitł, aż miło było patrzeć. Potrzeba było coraz więcej papieru - wkrótce zaprzestano jego produkcji z gałganów - ludzie przekonali sie, że można wyrabiać go z drewna. Aż do czasów nam najbliższych jest to najpopularniejszy materiał.

Dziś jestem wszechstronnym gadżetem ludzkości - doradcą, błaznem, lekarzem dusz, belfrem, agitatorem, osobistym trenerem, bardem, mąciwodą. Rozległa jest kolekcja moich wcieleń. Wciąż eksploruję nowe stany doznań, wznoszę się na nowe poziomy samorealizacji. Plotki o moim końcu kwituję pobłażliwym szelestem. Fizyczne dowody namiętności odbiorców (m.in. zakrawające na perwersję ślinienie rogów kartek) już mi nie wystarczają. Poszukuję głębokiego kontaktu opartego na zjawisku dyfuzji dusz. Do tego potrzebuję czułych i cierpliwych partnerów...


| |
Fragment pamiętnika Księgi-Matki jest chyba dobrym utworem otwierającym temat numeru - "FIZYCZNOŚĆ KSIĘGI". Węsząc przejawy wrażliwości 'retro' warto przyjrzeć się twórcom książek artystycznych i liberackich, którzy przywołują tradycje średniowiecznych kopistów i iluminatorów. PUZDRO będzie propagować idee Księgi totalnej - dopieszczonej zarówno w treści, jak i w fizycznym opakowaniu.
|
|
| |
| |
|